Quo vadis, lewico?

Koalicja LiD zdobyła w wyborach AD 2007 13,15% ważnych głosów. To o 1,84% więcej, niż SLD dwa lata wcześniej, ale już 4,40% mniej niż suma głosów oddanych w 2005 r. na trzy filary lewicy. Efektem są 53 mandaty w Sejmie i ani jednego w Senacie, najgorszy wynik w historii III RP. To klęska.

W moim prywatnym odczuciu lewica jest w Polsce potrzebna aby równoważyć scenę polityczną. Podstawowym problemem, utrudniającym osiągnięcie tego celu jest tożsamość LiD, a właściwie jej brak.

Rada Programowa LiD przygotowała całkiem przyzwoity program. Niestety, 100 konkretów czy 734 konkrety, to niewielka różnica – klarowność przekazu została sprowadzona do zera. Niewykluczone, że była to cena za scalenie trzech podmiotów politycznych w jeden organizm, jednak jej konsekwencje okazały się opłakane – w Sejmie zabraknie m.in. jednej z najbardziej pracowitych posłanek, Katarzyny Piekarskiej. Nie wiem, czy LiD przetrwa – biorąc pod uwagę tarcia personalne, jakie w tej formacji następują, walkę buldogów pod dywanem, aby zacytować Kisiela – jest to wątpliwe. Jednak wbrew wszystkiemu śmiem twierdzić, że lewica wciąż jeszcze ma w Polsce przyszłość, o ile znajdzie dla siebie atrakcyjny przekaz.

 

Scena polityczna w Polsce jest obecnie jednoznacznie dwubiegunowa. Mamy zatem z jednej strony Platformę Obywatelską, partię konserwatywno-liberalną o jednoznacznej tożsamości prawicowej (podatek liniowy, prywatyzacja, konserwatyzm obyczajowy, “nie” dla aborcji i eutanazji itd.) , zaś z drugiej Prawo i Sprawiedliwość, formację o nietypowym dla Europejczyków profilu, etatystyczną na płaszczyźnie gospodarczej oraz narodową z ideologicznego punktu widzenia (ktoś mógłby zapytać, dlaczego nie określiłem PiS jako partii konserwatywnej: otóż mam z tym problem, ponieważ nie jest dla mnie konserwatystą ktoś, kto szermuje hasłami rewolucyjnymi i w kontekście funkcjonującego systemu prawnego mówi o “imposybilizmie”). PiS zagospodarował dużą część elektoratu socjalnego – paradoksalnie, w dużej mierze dzięki katolicko-narodowej retoryce, bo w kraju kontrolowanym przez 45 lat przez reżim komunistyczny praktycznie nie ma socjalistów w zachodnim tego słowa rozumieniu. Jest za to roszczeniowy elektorat narodowy.

 

Lewica w moim odczuciu nie jest w stanie rywalizować skutecznie z PiS o tę grupę wyborców używając podobnych haseł, bowiem nie jest dla nich wiarygodna jako formacja z etykietką postkomunistów. Dlatego wzięcie kursu w lewo lewicy wiele dać nie może – ktoś inny powinien być odbiorcą komunikatu. Prawdopodobnie nową lewicę należy budować na nowych twarzach – niekoniecznie młodych wiekiem, ale nie zużytych politycznie: jak dobitnie pokazała kampania wyborcza, dla Aleksandra Kwaśniewskiego i jego współpracowników nie ma już miejsca, a ich zaangażowanie może prowadzić do pogorszenia wyniku. Może to być trudne – ostatnie doniesienia świadczą, że układ sił przesuwa się w kierunku starszych działaczy związanych z Jerzym Szmajdzińskim, bowiem Wojciech Olejniczak zawiódł oczekiwania struktur partyjnych, a pozbawiony wsparcia swojego mentora może nie być zdolny do obrony swojej pozycji.

 

Co zrobią gremia decyzyjne na lewicy, nie będę próbował odgadnąć. Ja mogę jedynie wrzucić kamyczek do ich ogródka. Wątpię, żeby jakiekolwiek ugrupowanie lewicowe (abstrahując od PiS) było gotowe do rządów za 4 lata – dlatego z pewnością strategię należało by formułować w dłuższej perspektywie czasowej. Ja, przy założeniu swobody w kreowaniu programu politycznego, oparłbym ją na koncepcji zrównoważonego rozwoju w ramach Unii Europejskiej.

Po pierwsze, nie ma dzisiaj w Polsce formacji, która w sposób jednoznaczny popiera federacyjną koncepcję Unii Europejskiej. Tymczasem z badań Rzeczpospolitej przeprowadzonych w 2006 r. wynika, że Polacy są euroentuzjastami: 72% obywateli bardziej, niż rządowi krajowemu ufa Unii Europejskiej, i to pomimo powszechnego przekonania (80%), że Unia cierpi na przerost biurokracji. Obie największe siły polityczne w Polsce postulują zamrożenia UE w obecnym kształcie, choć sprawa nie jest dla nich warta przeprowadzenia debaty publicznej. Może jednak warto na ten temat porozmawiać z elektoratem?

Po drugie, rozwój zrównoważony może być słowem-kluczem dla nowej tożsamości lewicowej, o ile nie pozostanie w sferze werbalnej. Mam na myśli rozwój zrównoważony na trzech płaszczyznach:

  1. Społecznej – redystrybucja dochodu drogą zarządzania publicznego przy jednoczesnym budowaniu korzystnego klimatu dla przedsiębiorczości (notabene, przeciwstawienie “Polski solidarnej” “Polsce liberalnej” jest dla mnie pomyleniem pojęć – solidaryzm społeczny jest elementem państwa liberalnego). Czyli: “tak” dla dyskrecjonalnych instrumentów polityki społecznej, zmierzających do zapobiegania wykluczeniu społecznemu, “nie” dla rozdawnictwa. Argument taki może to trafić do wyborców starszego pokolenia, w szczególności oczekujących aktywnej roli państwa w gospodarce, którzy zarazem nie są zdeklarowanymi sympatykami PiS.
  2. Ekologicznej – zrównoważony rozwój rozumiany jako wzrost gospodarczy przy pełnym poszanowaniu dla ochrony środowiska i europejskich standardów, a zatem m.in. wsparcie dla energetyki odnawialnej (farmy wiatrowe, biomasa, czyste technologie węglowe – w polskich warunkach jedyne rozsądne rozwiązania). Świadomość ekologiczna wciąż jest niewielka, ale to będzie się zmieniać wraz ze wzrostem dochodu narodowego – zwłaszcza wśród młodzieży widoczna jest moda na zachowania ekologiczne. Trudno uznać polskich Zielonych za poważną alternatywę, bowiem nie oferują tej grupie żadnego pozytywnego programu.
  3. Regionalnej – stymulowanie rozwoju regionów oddalonych od metropolii. W wielkich miastach zawsze silnym poparciem będą cieszyć się liberałowie, stąd naturalnego elektoratu dla lewicy należy szukać w mniejszych miastach i na prowincji, co oznacza walkę z Prawem i Sprawiedliwością.

Na Zachodzie młodzież jest tradycyjnie lewicowa, co wiąże się z wyższą wrażliwością społeczną tej grupy wiekowej, i z reguły kosmopolityczna. W Polsce w 2007 r. młodzi ludzie opowiedzieli się raczej za modelem społeczeństwa otwartego i państwa, które nie przeszkadza realizować się jednostce, niż za Platformą Obywatelską jako taką. Jest to jednak elektorat mało zdyscyplinowany, który za cztery lata może swoje sympatie ulokować gdzie indziej, jednak wyłącznie wówczas, gdy będzie miał realną alternatywę. Zdolna do stworzenia takiej alternatywy jest lewica, może być do tego zdolny także i PSL, bowiem Waldemar Pawlak wydaje się mieć zdolność do rozumienia wpływu innowacji technologicznych na współczesne społeczeństwo. Jeśli PSL uprzedzi skonfliktowaną lewicę, odbudować ją w perspektywie dekady będzie bardzo trudno.

Explore posts in the same categories: lewica

Tags: , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

One Comment on “Quo vadis, lewico?”


  1. [...] swoje wszystkie siły polityczne w Polsce. Już o moich refleksjach dotyczących lewicy pisałem (Quo vadis, lewico), ale w kontekście działań – i wpadek komunikacyjnych (gdzie jest rzecznik, na Boga? Może [...]


Comment: