Pożoga w Azji

Pervez Musharraf ogłosił w Pakistanie stan wyjątkowy. Co prawda Polska wczoraj wstrzymywała oddech, obserwując zniknięcie prezydenta z loży sejmowej, jednak warto zwrócić uwagę na wydarzenia w Azji. Zwłaszcza, że Pakistan jest od dekady członkiem klubu mocarstw atomowych, o potencjale demograficznym porównywalnym z Brazylią.

Pakistan jest krajem unikalnym już z uwagi na swoją nazwę: Pakistan jest akronimem od “Pendżab, Afgania, Kaszmir, Iran, Sind, Tucharystan, Afganistan, Beludżystan”. Koncepcją legitymizującą jedność takiego wieloetnicznego tworu jest wyłącznie islam. W przypadku zakwestionowania cementującej Pakistan roli islamu okaże się, że ten sztuczny twór nie ma racji bytu, a poszczególne części kraju będą ciążyć w kierunku Indii, bądź też etnicznej niezależności.

 

Pakistan etniczny

Aby zrozumieć strategiczne znaczenie Pakistanu warto spojrzeć na mapę. Na zachodzie Pakistan graniczy z Iranem, szyicką republiką islamską, której spójność jednak opiera się na perskiej większości etnicznej. Iran, w szczególności z prezydentem Ahmadinedżadem, jest zarzewiem religijnego konfliktu oddziałującym na cały Bliski Wschód – z drugiej strony kraj ten, z tradycyjnie silną władzą centralną, ma potencjał do stabilizowania regionu, o ile tylko ajatollahowie zaakceptują potrzebę włączenia się kraju do systemu międzynarodowego na zasadach współpracy. W sąsiedztwie leżą dwa kraje upadłe – Afganistan i Irak, ogarnięte wojną i z dysfunkcjonalnymi rządami utrzymywanymi wyłącznie przez międzynarodowe siły wojskowe. Wyjście Amerykanów i ich sojuszników (w tym Polaków) z obu krajów pogrąży je ponownie w otchłani wojny domowej. W tej sytuacji ponurą perspektywą wydają się spekulacje o uderzeniu amerykańskim na Iran – taki krok rozszerzyłby ciągłą sferę destabilizacji od Jordanii aż po Indie. Tradycyjnym sojusznikiem Iranu jest Syria, która w takiej sytuacji zaoferowała by nieformalny azyl wszelkiego rodzaju islamskim bojówkarzom.

 

Azja Południowa

Północnymi sąsiadami Pakistanu są poradzieckie demokratury, kraje etnicznie tureckie – w szczególności w przypadku Tadżykistanu, Kirgistanu i Uzbekistanu trudno mówić o stabilności. Wszystkie mają własne problemy z islamskimi partyzantkami.

Sytuacja w Afganistanie jest znana. Talibowie, choć pokonani, nie zostali rozbici i zbierają siły. Ich bojówki operują swobodnie pomiędzy Pakistanem i Afganistanem. Pogranicze Pakistanu i Afganistanu jest siedliskiem i matecznikiem talibów – to ziemia plemienna, kontrolowana przez liczne klany. Armia pakistańska od lat nie może poradzić sobie z opanowaniem terytoriów plemiennych, a także ze zrewoltowanymi islamistami w Waziristanie, lecz tak długo, jak absorbuje siły talibów, tak długo utrudnia kontrofensywę islamistów w Afganistanie. Z drugiej strony, nie jest możliwe pokonanie talibów w Afganistanie dopóki nie zostaną zlikwidowane ich bazy w Pakistanie. Ich wpływy jednak nie maleją – zaledwie w lipcu pakistańskie siły specjalne spacyfikowały Czerwony Meczet w Islamabadzie, okupowany przez grupę fanatycznych studentów medres (skądinąd, temat ten został niemal zupełnie zignorowany przez media w Polsce). W sierpniu działania zbrojne na północnym zachodzie kraju uległy eskalacji. W październiku sytuację zaognił nieudany zamach bombowy na byłą dwukrotną premier Benazir Bhutto, powracającą z wygnania do kraju. Panią Bhutto w 1996 r. straciła władzę w efekcie udowodnienia gigantycznych nadużyć finansowych. Od 1999 r. pozostawała w ostrej opozycji wobec generała Perveza Musharrafa, który zdecydował się w końcu usunąć ją z kraju. W październiku pod presją Amerykanów wezwał ją z powrotem.

Pervez Musharraf jest prezydentem Pakistanu od 1999 r., odkąd w wyniku zamachu stanu obalił legalnie wybrany rząd Ligi Muzułmańskiej premiera Navaza Sharifa, którego nieudolność, próby przeforsowania prawa koranicznego i imperialne ambicje doprowadziły kraj na krawędź wojny domowej. Do akcji wkroczyło wówczas wojsko, które w bezkrwawym zamachu stanu przywróciło porządek, a generał Musharraf stał się w obliczu zagrożenia ze strony talibów najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w regionie. Od wybuchu wojny z terroryzmem w 2001 r. jego pozycja międzynarodowa wzrosła, natomiast w kraju stopniowo zaczęła słabnąć, podważana przez partię pani Bhutto oraz islamistów. W 2002 r. wybory parlamentarne wygrała Liga Muzułmańska, której umiarkowany odłam, popierający prezydenta, do dzisiaj sprawuje władzę. W 2007 r. Pervez Musharraf zdecydował się pozostać prezydentem na trzecią kadencję, zapowiadając jednocześnie, że zrezygnuje z bezpośredniej kontroli nad armią. Deklaracja ta spotkała się z wybuchem protestów stymulowanych przez islamistów. Musharraf potrzebuje sojuszu z Benazir Bhutto, szefową Pakistańskiej Partii Ludowej, aby utrzymać się przy władzy w kraju demokratycznym. Pani Bhutto waha się, prowadzi własną grę – chce odzyskać władzę w kraju, a z generałami ma rachunki do wyrównania. Jednak jej plany mogą być niemożliwe do realizacji bez cichego porozumienia z prezydentem, które z kolei kosztowałoby ją spadek poparcia. Taki sojusz jest z kolei zagrożeniem dla Ligi Muzułmańskiej Navaza Sharifa i jej fundamentalistycznych sojuszników, i to w tych ostatnich należy upatrywać sprawców nieudanego zamachu na byłą premier, a wcześniej dwóch samobójczych ataków na Musharrafa. Pakistańska Partia Ludowa była dotąd najsilniejszą parlamentarną opozycją wobec prezydenta, jednak prawdziwego zagrożenia dla sytuacji w kraju obie strony upatrują w radykalnych ugrupowaniach islamskich, popierających Navaza Sharifa.

Musharraf powinien zostać zaprzysiężony na kolejną kadencję 15 listopada. Świadomy własnej niepopularności oraz rosnących w siłę islamistów, niechętny wymuszonemu sojuszowi z panią Bhutto i niepewny, czy sąd konstytucyjny zatwierdzi go na stanowisko szefa państwa, zdecydował się jednak dokonać swojego drugiego zamachu stanu. 3 listopada zawiesił konstytucję, odwołał sędziów Sądu Najwyższego i zaaresztował liderów opozycji. Ogłosił, że tą drogą zamierza ratować demokrację przed chaosem i fundamentalistami. Jest to argument oryginalny, ale przejęcie władzy przez Navaza Sharifa mogłoby być równie fatalnym rozwiązaniem dla kraju. Teraz piłka jest po stronie Benazir Bhutto – jeśli mimo ogłoszenia stanu wyjątkowego poprze prezydenta, podzielą się władzą, ale jej pozycja w tandemie będzie słabsza. Jeśli zdecyduje się na sprzeciw, krajem będzie rządzić wojsko, a prędzej czy później jednemu z rywali uda się usunąć Musharrafa. Jeśli z kryzysu zwycięsko wyjdą islamiści, będziemy mieli kolejny punkt zapalny na mapie świata, sunnicką republikę islamską uzbrojoną w głowice atomowe, gotową do konfrontacji z Indiami o Kaszmir i rywalizacji o wpływy z szyickim Iranem. Pakistan Navaza Sharifa i jego zwolenników odszedłby od sojuszu z USA na rzecz zbliżenia z Chinami oraz – mniej lub bardzie formalnie – wspierałby talibów w Afganistanie. W pakistańskiej układance nie ma czerni i bieli – mamy walkę szermierzy, których interesy są mniej lub bardziej zbieżne z naszymi. Co z tej układanki powstanie, trudno wyrokować – faktem jest, że społeczność międzynarodowa powinna reagować na sytuację bardzo rozważnie. USA na zamach stanu zareagowały oburzeniem, ale Amerykanie potrzebują sojusznika. Musharraf o tym wie, a w razie ograniczenia demokracji łatwiej mu rządzić i nie musi tracić kontroli nad armią, od której jest uzależniony.

Warto zastanowić się, czy lepszy w Pakistanie jest umiarkowany dyktator, szukający poparcia w Zachodzie, czy rząd fundamentalistów, dążących do przekształcenia kraju w drugi Afganistan z lat 1996-2001. To, oczywiście, wariant pesymistyczny – wciąż jeszcze możliwy jest koalicyjny rząd umiarkowanych islamistów i Partii Ludowej, ale krucha równowaga została zaburzona. Musharraf jest dzisiaj górą, ale w dalszej perspektywie moim zdaniem może uratować tylko sojusz z panią Bhutto. Czy da się uratować Pakistan? Nie wiem.

Explore posts in the same categories: świat

Tags: , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

One Comment on “Pożoga w Azji”


  1. [...] destabilizacji kraju i przejęcia władzy w drodze zamachu stanu. Pisałem o sytuacji w Pakistanie 6 listopada. Śmierć Benazir Bhutto dowodzi po raz kolejny, że zachodni model demokracji w Azji – a w [...]


Comment: