Kredyt zaufania to zobowiązanie długoterminowe

W piątek Lech Kaczyński powierzył Donaldowi Tuskowi misję sformowania rządu. Stylem, w jakim to zrobił, dowiódł kolejny raz, że stanowisko Prezydenta RP przerosło go o głowę, jednak w tym momencie liczy się jedynie to, że po tygodniach politycznego chaosu wydarzenia w kraju powinny nabrać tempa. Koniec karnawału, czas zabrać się do pracy. Przy tej okazji pozwoliłem sobie popełnić mały apel do świeżo powołanego premiera.


Szanowny Panie Premierze,

na wstępie pragnę pogratulować Panu nominacji na stanowisko prezesa Rady Ministrów i wyrazić nadzieję, że skład rządu, jaki zamierza Pan przedstawić 16 listopada, zamknie usta krytykom i zapewni dynamiczny rozwój społeczno-ekonomiczny. Liczę także, że rząd współtworzony przez Platformę Obywatelską będzie znacznie skuteczniejszy w swoich działaniach, niż opozycja jaką Państwo byliście.

W dniu 21 października br. Pana ugrupowanie uzyskało od Polaków ogromny kredyt zaufania. Biorąc pod uwagę frekwencję wyborczą, Platforma obywatelska uzyskała rekordowy wynik w historii III RP - 6,7 mln głosów. Naturalnie, jest to wielki sukces, ale i ogromna odpowiedzialność. Sygnał był czytelny: transformacja powinna być kontynuowana, a polityka oparta na nacjonalistycznych sentymentach i postulat państwa omnipotentnego nie są przez większość opinii publicznej akceptowane. Jest jednak i druga, ciemniejsza strona medalu: najwyraźniej 1/3 społeczeństwa nie czuje się beneficjentami transformacji ustrojowej.

Oczekiwania wobec nowego rządu są ogromne, często niemożliwe do spełnienia, a nierzadko sprzeczne ze sobą. Polacy głosowali przeciwko pewnemu modelowi państwa oraz przeciwko sposobowi sprawowania władzy prezentowanemu przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników, postrzegając PiS jako ugrupowanie niebezpieczne dla liberalnej demokracji. Państwa elektorat programowo nie jest spójny, połączył go bowiem przede wszystkim jeden postulat o charakterze negatywnym, co wywiera na Platformę Obywatelską dodatkową presję. Misja, jaka przed Wami stoi, nie jest łatwa. Jeśli jednak się powiedzie, może przyczynić się do powstania pierwszej w Polsce trwałej partii prawicowej, reprezentującej ideologię konserwatywno-liberalną, siostrzanej np. w stosunku do brytyjskiej Partii Konserwatywnej, czego nam wszystkim życzę.

Panie Premierze, występując w trojakiej roli - obywatela, drobnego przedsiębiorcy i osoby, którą były wicepremier był uprzejmy nazwać “wykształciuchem” - pragnę przedstawić moje oczekiwania w stosunku do Pana gabinetu.

Jako polski obywatel życzyłbym sobie, aby atmosfera życia publicznego w Polsce powróciła na ścieżki właściwe dla liberalnych demokracji. Największy zarzut, jaki mam wobec Pańskiego poprzednika, to jego konsekwentne podkopywanie fundamentów zaufania społecznego. Nie da się żyć i pracować w kraju, gdzie państwo szczuje jedne grupy obywateli przeciwko innym zamiast wzmacniać więzi społeczne. Funkcjonowanie społeczeństwa opiera się - w różnym stopniu w różnych krajach - na dwóch filarach: zaufaniu i współpracy z jednej strony, a regulacjach i nadzorze z drugiej. Jeśli uderza się w pierwszy filar, siłą rzeczy wzmacnia się drugi - a ja nie chcę być traktowany przedmiotowo; mój indywidualizm wymaga traktowania podmiotowego. Dlatego przed Pana rządem stoi ogromne zadanie przywrócenia państwa do roli służebnej wobec obywatela oraz wzmacniania społeczeństwa obywatelskiego, aby to, co miało miejsce przez ostatnie dwa lata, nie mogło się powtórzyć.

Pewien mój niepokój budzą pojawiające się pomysły utworzenia kolejnego urzędu antykorupcyjnego z Julią Piterą na czele. Nie dlatego, że jestem człowiekiem nieuczciwym, bądź też przeciwnikiem walki z korupcją. Dlatego, że jestem przeciwnikiem łamania arystotelesowskiej zasady ekonomii myślenia, która mówi, że nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. Pozostawiam Państwu ocenę, czy powołane przez poprzednią ekipę Centralne Biuro Antykorupcyjne jest organem niezbędnym do prowadzenia walki z nadużyciami, czy też można ją prowadzić w ramach istniejących wcześniej - a licznych przecież - struktur. Jednak powoływanie kolejnej instytucji, o kompetencjach kolidujących z już istniejącymi, wydaje się być pomysłem kompletnie chybionym.

Sugeruję natomiast skupić się na palącym problemie opieki zdrowotnej w Polsce. Niemal wszyscy specjaliści wiedzą, co w pierwszej kolejności należy zrobić. Wiele rozsądnych rozwiązań znalazło już opracowanie teoretyczne, choć dotąd brakowało woli politycznej, aby je wprowadzić życie. Platforma ma bardzo silny mandat, aby to zrobić - nikt wcześniej i prawdopodobnie jeszcze długo nikt po Was nie będzie miał takiego kredytu zaufania wyborców, aby zrealizować swój program. Do spłacania należy przystąpić jak najszybciej, bowiem w przeciwnym razie odsetki za 4 lata mogą Państwa pogrążyć. Prywatyzacja opieki zdrowotnej postępuje samorzutnie, odkąd opieka publiczna stała się dysfunkcjonalna. Problemem jest to, że jest to prywatyzacja dzika, prowadzona w warunkach dużej niepewności. Do Państwa należy przygotowanie takich ram prawnych, żeby proces ten mógł odbywać się przy zachowaniu bezpieczeństwa pacjentów oraz interesów podatników. To jest możliwe, ale musicie zmierzyć się z mitami, podsycanymi w dodatku przez Waszych przeciwników politycznych. Ochrona zdrowia jest tematem wrażliwym, a ze względu na wielką asymetrię informacyjną pomiędzy świadczeniodawcą a świadczeniobiorcą, nie powinna być objęta całkowicie wolnym rynkiem. Ale regulowany rynek będzie działał lepiej, niż rozkładająca się iluzja bezpłatnego systemu finansowanego przez monopson. Każdy ekonomista to Panu powie. A jeśli pozwolimy w ramach prywatyzacji na dopływ środków do systemu, powstrzymamy tak degenerację szpitali, jak i exodus lekarzy i pielęgniarek.

Drugi element absolutnie koniecznej reformy systemu ochrony zdrowia to regulacja rynku ubezpieczeń prywatnych. Panie Premierze, prawo ubezpieczeniowe nie zawiera dzisiaj nawet takiego pojęcia, jak ubezpieczenie zdrowotne, choć ma ono swoją charakterystykę - odmienną zarówno od ubezpieczeń majątkowych, jak i życiowych, w ramach których ubezpieczyciele oferują obecnie taki produkt. To musi się zmienić, bo niepewność na rynku spowodowała zaostrzający się konflikt pomiędzy firmami ubezpieczeniowymi a medycznymi. Szybko rosnąca grupa ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na oczekiwanie na leczenie w placówkach upadającej publicznej opieki zdrowotnej. Mamy więc na rynku popyt na produkt, który jest bytem mgławicowym, bowiem ustawodawca nie uznał za stosowne dotąd określić, czym on jest. To sytuacja paradoksalna, która prowadzi do patologii - jeśli ktoś wykupuje prywatne ubezpieczenie zdrowotne przez kilka lat, chciałby mieć zapewnioną opiekę także w wieku podeszłym, tymczasem żaden polski ubezpieczyciel mu tego nie gwarantuje. Po ukończeniu 60. czy 65. roku życia może usłyszeć: zwiększyło się ryzyko zdrowotne, nie przedłużamy ochrony ubezpieczeniowej. To sytuacja niedopuszczalna.

Aby jednak wprowadzić zmiany do sektora ubezpieczeniowego, koniecznie trzeba zdefiniować koszyk świadczeń gwarantowanych, które przysługują w ramach podstawowej składki. Zapowiadał to prof. Zbigniew Religa, ostatecznie z wielkiej chmury spadł mały deszcz. Agencja Oceny Technologii Medycznych - która, skądinąd powinna być ciałem apolitycznym, a obecnie działa na podstawie zarządzenia Ministra Zdrowia - przygotowała zamiast koszyka katalog świadczeń udzielanych w Polsce. Bardzo to miło ze strony agencji, ale na takiej podstawie trudno budować system prywatnych ubezpieczeń. Społeczeństwo powinno otrzymać jasny przekaz: świadczenia takie otrzymują Państwo w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, aby otrzymać inne, należy zapłacić lub doubezpieczyć się. Oczywiście, wszystkie świadczenia ratujące życie powinny być bezpłatne. Oczywiście, emeryci powinni mieć szczególne uprawnienia. Ale ślusarz powinien wiedzieć: w razie utraty dłoni, w ramach publicznego ubezpieczenia dostanie najtańszą protezę - jeśli chce nowoczesną, pozwalającą mu w większym stopniu korzystać z ręki, powinien ubezpieczyć się dodatkowo, lub ryzykować, że w razie potrzeby będzie musiał leczyć się z własnej kieszeni. Panie Premierze, należy o tym rozmawiać ze społeczeństwem.

Po dwuletnich rządach ekipy, która - być może szczęśliwie - ignorowała zagadnienia gospodarcze, należy w sposób bardzo stanowczy przystąpić do reform, na które wciąż jeszcze jest czas. Chciałbym, aby rząd Platformy Obywatelskiej poważnie przyjrzał się wydatkom budżetowym. Chciałbym, aby mnie dobrze zrozumiano: uważam, że dyskrecjonalne instrumenty polityki społecznej są istotne, aby ograniczyć zakres wykluczenia i pauperyzacji pewnych grup społeczeństwa. Zarazem jednak nie godzę się, aby ogromną w skali budżetu ulgę podatkową przysługującą na dzieci otrzymywali wszyscy - powiem więcej, chętnie z niej zrezygnuje, jeśli pozwoli to zoptymalizować pomoc dla najbardziej potrzebujących i ograniczy wydatki budżetowe. Apeluję też o skrócenie listy stu zawodów uprawnionych obecnie do wcześniejszej emerytury - uważam, że sytuacja, w której ja muszę pracować do 65 roku życia (a prawdopodobnie dłużej, ze względu na zmieniający się profil demograficzny społeczeństwa) podczas gdy inni po 20 latach pracy mogą pobierać świadczenia emerytalne i dorabiać sobie do nich, jest po ludzku niesprawiedliwa. Wiele mówi się o solidaryzmie społecznym, zgadzam się, że jest on niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa - ale po wielokroć staje się on frazą, uzasadniającą głęboko w swojej naturze niesprawiedliwe rozdawnictwo środków publicznych. Odpowiedzialne za akty takiej hipokryzji są praktycznie wszystkie rządy po 1991 roku - mam nadzieję, że Państwo się temu trendowi nie poddacie. Chciałbym też podkreślić w tym momencie problem KRUS - z jakiego racjonalnego powodu rolnicy, grupa która najbardziej skorzystała na akcesie do Unii Europejskiej, niezależnie od dochodów są zwolnieni ze składki zdrowotnej? W 95% wypłaty z KRUS pokrywane są przez budżet państwa - koniecznością, zwłaszcza w kontekście pewnej uległości ze strony koalicjanta, jest urealnienie składek: jestem pewny, że rolnicy produkujący więcej, niż li-tylko na własne potrzeby, są w stanie opłacać składkę uzależnioną od uzyskiwanych dochodów.

Ustępujący Minister Skarbu był łaskaw przez ostatnie dwa lata zatrzymać prywatyzację w Polsce. W zasadzie można było tego oczekiwać po prokuratorze związanym przez wiele lat z Najwyższą Izbą Kontroli. Rozwiązanie takiej sytuacji jest jedno - nie powoływać ludzi nieprzygotowanych na takie stanowiska. Mam nadzieję, że Aleksander Grad wykaże większy dynamizm w zakresie prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych pozostających w gestii Skarbu. Zrozumiem, jeżeli zdecydują się Państwo zachować kontrolę nad przedsiębiorstwami o szczególnym znaczeniu, zwłaszcza o pozycji monopolistycznej w swojej branży - od państwowego monopolu gorszy jest tylko monopol prywatny. Jednak z autopsji wiem, jak różni się profil menedżerów przedsiębiorstw prywatnych od swoich odpowiedników w przedsiębiorstwach państwowych: w zdecydowanej większości ci ostatni nie będą w stanie konkurować z pierwszymi, co przełoży się na efektywność działania macierzystych firm. Skończmy z etatyzmem, Panie Premierze, raz na zawsze.

Chciałbym także, tak jako obywatel, jak i przedsiębiorca, wprowadzenia europejskiej waluty. Nie od jutra, nie za rok, ale w możliwie szybkim terminie, w momencie dogodnym z punktu widzenia gospodarki. Obecna aprecjacja złotówki odpowiada mi szczególnie przy okazji wyjazdów zagranicznych, bowiem przestaję się czuć jak ubogi krewny narodów europejskich. Zdarza mi się także kupować drobne akcesoria do prowadzonej działalności za granicą: relatywnie tanieją, ale z innego punktu widzenia byłoby łatwiej, gdybym nie musiał borykać się z problemem różnic kursowych.

Dużo mówi się o tzw. “jednym okienku” w kontekście uproszczonej rejestracji działalności gospodarczej. To chwytliwe hasło, i owszem, ale problemem nie jest i nigdy nie była rejestracja działalności - kłopoty mają przedsiębiorcy działalność prowadzący, w szczególności w związku z nieprawdopodobnie skomplikowanym podatkiem od towarów i usług. To jest priorytet, zagadnienie wymagające zmian w pierwszej kolejności, daleko bardziej palące od podatku dochodowego. Jestem świadom uprzywilejowanej pozycji VAT w strukturze dochodowej budżetu, a że jestem realistą - nie liczę na radykalną obniżkę stawki. Jednak wiele można zrobić w zakresie systemu ulg i zwolnień, a także egzekwowania tej daniny. Jeśli chodzi o inne obciążenia fiskalne, nigdy nie byłem wielkim sympatykiem liniowego podatku dochodowego, bowiem w mojej opinii nie jest on korzystny dla słabiej zarabiających (korzyść krańcowa każdej dodatkowej złotówki dla słabo zarabiających jest znacznie wyższa, niż np. w przypadku osób wchodzących dzisiaj w trzecią grupę podatkową), więc będę w pełni usatysfakcjonowany prostym zabiegiem podniesienia progów PIT.

Zagadnień legislacyjnych do uregulowania w dziedzinie gospodarki jest bardzo wiele. Mógłbym wymienić m.in. źle przemyślane prawo ochrony środowiska, ustawę o odpowiedzialności za szkody w środowisku, brak rozporządzeń wykonawczych uniemożliwiający w praktyce funkcjonowanie partnerstwa publiczno-prywatnego i wiele innych. Wszystko to są zadania do rozważenia w perspektywie czterech lat Państwa rządów. Na koniec chciałbym poruszyć jednak sprawę odmienną, a nie mniej ważną. Mam na myśli politykę zagraniczną.

Od powstania III Rzeczypospolitej polityka zagraniczna była przedmiotem pewnego konsensusu głównych ugrupowań politycznych, dzięki czemu pozycja Polski w Europie nie była przez nikogo kwestionowana. Poczet polskich ministrów spraw zagranicznych stanowiłby powód do dumy w niemal każdym kraju Unii Europejskiej. Polska dyplomacja gwarantowała dobry wizerunek kraju w świecie. Wszystko to skończyło się w 2005 r.: profesjonalizm, konsensualna współpraca w polityce zagranicznej, zdrowy rozsądek i tradycja nominacji na szefów MSZ dobrej klasy fachowców. Odkąd PiS zaczęło wdrażać swoją politykę historyczną w stosunków międzynarodowych, zacząłem odczuwać niesmak po każdym międzynarodowym posunięciu Anny Fotygi, w szczególności z uwagi na zaściankowy styl działania obozu rządzącego, wzorowany bez powodzenia na XIX-wiecznej dyplomacji Bismarcka czy Metternicha. Życzyłbym sobie, ba, oczekuję od Państwa, że te konfrontacyjne, awanturnicze metody prowadzenia polityki zagranicznej zostaną zarzucone i nie będę musiał wstydzić się działań polskiej dyplomacji nawet, jeśli nie będą zwieńczone powodzeniem. Nasza pozycja geopolityczna z grubsza nie zmieniła się od milenium - dlatego przyjazne stosunki co najmniej z jednym z naszych sąsiadów są polską racją stanu. Są też na wyciągnięcie ręki, biorąc pod uwagę wielokrotnie sygnalizowane gesty ze strony Angeli Merkel.

Panie Premierze, kredyt zaufania otrzymany 21 października to zobowiązanie długoterminowe. Przy tak szerokim poparciu, jakie Platforma Obywatelska uzyskała, będziecie musieli pogodzić oczekiwania wielu grup interesów. Jednak starając się zbilansować działania na rzecz różnych interesariuszy nie pozwólcie, aby to balansowanie stało się jedynym pomysłem na trwanie Rady Ministrów. Łatwo wymienić działania niepopularne, które przeprowadzić trzeba - kilka z nich wymieniłem powyżej. Nie rezygnujcie z nich w obawie przed krótkoterminowym spadkiem społecznego poparcia, i nie zapominajcie, że w kampanii wyborczej kluczem Waszego programu były postulaty gospodarcze. Perspektywy Polski są bardzo dobre, a fundamenty gospodarki stosunkowo solidne - co na nich zbuduje rząd Donalda Tuska zobaczymy najpóźniej za 4 lata i to wówczas będziemy rozliczać wykorzystanie przyznanego kredytu.

Z wyrazami szacunku,

Explore posts in the same categories: PO, państwo

Tags: , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

One Comment on “Kredyt zaufania to zobowiązanie długoterminowe”

  1. Szlachetne zdrowie, klejnocie drogi « Przedmurze rzeczywistości Says:

    [...] mówić nie można - służbą jest np. policja) jest faktem. Jak napisałem wcześniej, znane są problemy, znane jest i wiele wariantów działań. Problemem, jak zawsze, jest brak woli [...]

Comment: