Dylemat gazowy

Od kilku tygodni nurtuje mnie pytanie, co rząd Tuska zrobi z projektem Gazoportu. Dywersyfikacja dostaw gazu to koncepcja piękna, niezawodnie, stąd chwała Jarosławowi Kaczyńskiemu, że temat podjął. Tym niemniej nie mam przekonania do instrumentu, jaki poprzedni rząd zaproponował. Postaram się w kilku słowach moje wątpliwości wyjaśnić.

Krajowe wydobycie gazu (>5 mld m3) pokrywa niespełna 1/3 krajowych potrzeb. Niedobór gazu ziemnego na rynku krajowym przekroczył 10 mld m3 i został pokryty przez import – w większości z Rosji (7 mld m3 gazociągiem jamalskim). Gaz ziemny dostarczany jest do Polski w oparciu o 4 główne umowy:

  1. tzw. kontrakt jamalski,
  2. kontrakt z RosUkrEnergo na dostawy gazu z Azji Środkowej (pod kontrolą rosyjskich spółek przesyłowych),
  3. kontrakt z E.ON/Ruhrgas,
  4. umowa ramowa ze Statoilem.

Rząd Jerzego Buzka zabiegał o realizację projektu Baltic Pipe, na dostawy gazu ziemnego z Morza Północnego. Projekt zmarł śmiercią naturalną - m.in. ze względu na jego niejasne uzasadnienie w rachunku ekonomicznym, ale są pomysły, żeby go wskrzesić (znacznie lepiej ode mnie pisze o tym Andrzej Szczęśniak).

Koncepcja dywersyfikacji dostaw znalazła się ponownie w centrum zainteresowania rządu polskiego w 2005 r. Równolegle z zaostrzającym się konfliktem z Rosją (dobrze się tu przysłużyła “polityka historyczna”), co zagrażało stabilności dostaw, rządy PiS rozpoczęły konsultacje w sprawie rozwiązań alternatywnych. Warto przy tym zauważyć, że jednym ze statutowych celów Gazpromu, głównego dostawcy gazu zużywanego w Polsce, jest wsparcie polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej, co automatycznie pozwala założyć, że spółka ta nie będzie kierowała się wyłącznie interesem ekonomicznym właściciela.

W 2006 r. skonkretyzowała się koncepcja Gazoportu – terminala umożliwiającego odbiór skroplonego gazu ziemnego sprowadzanego drogą morską. Przy rządu, PGNiG podjęło decyzję o budowie tego typu instalacji w Świnoujściu. Gazoport ma rozpocząć działalność w 2011 r. i w pierwszym etapie pozwolić na dostawę do Polski 2,5 mld m3 gazu ziemnego.

Wykonalność inwestycji wydaje się jednak być wątpliwą. Ceny rosyjskiego gazu, jakkolwiek wciąż rosnące, nadal znajdują się poniżej średniej dla Unii Europejskiej. Koszt Gazoportu, skalkulowany początkowo na ok. 150 mln EUR, obecnie jest szacowany na ok. 450 mln EUR, co w kontekście deklaracji PGNiG, że spółka zamierza być wyłącznym inwestorem w projekcie, stawia go pod dużym znakiem zapytania. Obok kosztowego, istnieje jednak także aspekt popytowy problemu wykonalności Gazoportu. W związku z licznymi realizowanymi równolegle projektami tego typu – obecnie tylko w krajach Unii Europejskiej przygotowywanych jest 29 projektów w zakresie terminali i magazynów LNG - istnieje realne zagrożenie, że nawet w przypadku uwieńczonej powodzeniem realizacji projektu inwestycyjnego niemożliwe będzie dostarczenie wymaganej ilości gazu. Zasadniczo zanim podejmie się decyzję o budowie instalacji wartej 450 mln EUR, należy podpisać co najmniej list intencyjny z dostawcą LNG. O ile mi wiadomo, PGNiG takiego listu nadal nie ma. Jeżeli nie uda się zagwarantować dostaw, to budowa Gazoportu w tym momencie traci sens. Notabene, jednym z konkurencyjnych projektów jest np. duży terminal LNG na chorwackiej wyspie Krk, w którego budowę zaangażowany jest zaciekły rywal Orlenu w Europie Środkowej, austriacki koncern ÖMV. Uruchomienie terminala, którego planowane zdolności przeładunkowe sięgają 10 mld m3, planowane jest na 2012 r.

Podaż LNG jest ograniczona, ponieważ gaz ziemny po wydobyciu trzeba najpierw skroplić (nie wszędzie takie instalacje istnieją), a potem wysłać specjalnym gazowcem drogą morską - budowa tych statków to kolejne wąskie gardło. Wedle moich informacji, nie ma już szans, żeby zagwarantować sobie dostawę skroplonego gazu przed rokiem 2012.

Nie twierdzę, że terminal LNG jest zbędny - uważam natomiast, że założenia do projektu nie zostały dokładnie przemyślane. Ponadto, kilka miesięcy temu usłyszałem, że w razie lokalizacji instalacji w Świnoujściu, znaczna część jego powierzchni będzie leżała w strefie przygranicznej, co zmusi inwestora do konsultacji prowadzonych działań z władzami niemieckimi.

W tym kontekście kolosalną przyszłość wydaje się mieć węgiel: na Śląsku znajduje się 60% europejskich zasobów tego surowca energetycznego - dosyć surowca na trzysta-czterysta lat intensywnej eksploatacji. Technologie przetwarzania węgla na paliwa są znane od dawna: paliwa ciekłe w procesie Fischera-Tropscha wytwarzali podczas drugiej wojny światowej pozbawieni dostępu do wystarczających zasobów ropy Niemcy. Instalacje takie działały wówczas także w Polsce - poniemiecką “gazownię” w Kędzierzynie zlikwidowano dopiero w latach 50. XX w. Do połowy bieżącej dekady ich zastosowanie technologii zgazowania węgla na skalę przemysłową miało ograniczone uzasadnienie ze względu na cenę gazu ziemnego, ale obecnie mogą one być już opłacalne. Śląsk na węglu stoi, Kompania Węglowa ogranicza wydobycie, straty spółki rosną - nie mogę pojąć, jak to się dzieje, że nikt do tej pory takiej instalacji nie zaczął budować. Może po zmianie ekipy zarząd PGNiG zainteresuje się taką koncepcją? W końcu nie jest powiedziane, że substytut rosyjskiego gazu ziemnego trzeba do Polski importować… Można wybrać się do Holandii, Dakoty albo RPA, gdzie instalacje do zgazowania węgla nieźle działają i je obejrzeć. Waldemar Pawlak jest miłośnikiem innowacyjnych technologii. Niedawno zapowiedział w wywiadzie, że węgiel ma do odegrania dużą rolę w bilansie energetycznym kraju. Panie Waldku?

Explore posts in the same categories: gospodarka

Tags: , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

One Comment on “Dylemat gazowy”

  1. Karina Kowalska Says:

    Z chęcią bym sie spotkała z piszącym ten artykuł. Pozdrowienia. Karina Kowalska

Comment: