Blady Zielony
…Czyli na wakacje do Georgii?
W polityce krajowej tak normalnie, że aż nudno, więc podzielę się garścią moich skromnych refleksji na temat waluty amerykańskiej, do sytuacji której świetnie pasuje fraszka St. J. Leca:
Gdy sądziłem, że jestem już na dnie, usłyszałem pukanie od spodu.
Kurs dolara do euro osiągnął dzisiaj kolejne historyczne minimum. Przedsiębiorcy działają w tej sytuacji w warunkach szczególnej niepewności, bo jeszcze nigdy nie mieliśmy w gospodarce podobnego układu. Doprawdy nie sposób przewidzieć, co zdaży się w perspektywie pół roku z amerykańską gospodarką.
Najpierw było załamanie rynku kredytów subprime w USA i Wielkiej Brytanii. Wbrew pozorom, przełożyło się ono w pewnym stopniu na nasz rynek, jako, że wiem o co najmniej dwóch bankach, które w związku ze swoimi kłopotami odłożyły na nieokreśloną przyszłość wejście na polski rynek. No cóż, jak napisał William Shakespeare:
Nothing can come of nothing.
Trochę mi to przypomina tzw. bańkę internetową – po raz kolejny okazało się, że nie można budować wartości dodanej (tutaj: instrumentów pochodnych) na fundamencie, który tej wartości jest pozbawiony. Przykład: to, co się stało z Citibankiem czy Northern Rock w ostatnich kilkunastu tygodniach.
W dodatku słabnie dobry stary dolar. Amerykanie tradycyjnie żyją na kredyt i zadłużają się na potęgę – 16.11.2007 r. mieli dokładnie 9 bilionów 115 miliardów 923 miliony 589 tysięcy 251 dolarów i 3 centy zadłużenia – przy czym ponad 50% długu kontrolowane jest przez 5 państw azjatyckich: Chiny, Japonię, Tajwan, Koreę i Hongkong. Chińczycy, którzy mają 1,2 biliona dolarów rezerw, w znacznej części w amerykańskiej walucie, nerwowo sugerują, że czas zmienić ich strukturę na korzyść euro. Oczywiście, nie wchodzi w grę jednorazowe rzucenie na rynek kilkuset miliardów euro – dla gospodarki światowej miałoby to podobny skutek, jak uderzenie asteroidy w Jukatan 60 mln lat temu. Niemniej jednak stopniowa rezygnacja Chin z dolara na pewno przyczyni się do wartości amerykańskiej waluty. A przecież lwia część amerykańskich firm już dawno wyprowadziła produkcję do Państwa Środka – teraz koszty offshoringu poważnie rosną.
Najnowsze doniesienia mówią, że kraje OPEC zapowiadają rozluźnienie więzi z dolarem (dotąd waluty eksporterów ropy były sztywno związane z USD, co teraz powoduje silną presję inflacyjną). Jeśli przejdą na rozliczenia w euro, koszty paliw kopalnych dla Amerykanów poszybują w kosmos.
Wciąż jeszcze 65% rezerw walutowych na świecie utrzymywanych jest w dolarach, ale to się zmienia. Wkrótce może się zmieniać bardzo szybko. Zza Atlantyku dobiega dwugłos George’a Sorosa i Alana Greenspana, którzy ostrzegają przed silną korektą gospodarki amerykańskiej. Ja oczywiście, jestem tylko małym torbaczem, ale czarne chmury, jakie zawisły nad największą gospodarką świata intuicyjnie powodują, że jeżą mi się włosy na głowie. Mam wręcz wrażenie, że postawa Fed, który nie zdecydował się na poważniejszą interwencję, to pokerowy bluff – w sytuacji, gdy wszyscy mówią o kryzysie, a Rezerwa Federalna podjęła zdecydowany ruch, wybuchła by panika. Teraz inwestorzy zakładają, że skoro Ben Bernanke nie widzi powodu do niepokoju, to jakoś to będzie. Oby tak było.
Chciałbym, żeby faktycznie skończyło się na tym, że Amerykanie zacisną pasa, a ponieważ wzrosną koszty offshoringu, więcej niżej wykwalifikowanych miejsc pracy pozostanie u nich w kraju. Że Jankesi wybiorą wakacje krajowe, a polscy przedsiębiorcy garnitury kupować będą przy Piątej Alei. Że wkrótce bardziej będzie się opłacało jechać na narty do Beaver Creek czy Aspen niż do zapyziałego, pazernego Zakopanego. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę okoliczności, jakie zbiegły się ze słabnącym dolarem (subprime’y, cena ropy sięgająca 100 USD za baryłkę, ciągnące się bez końca konflikty w Iraku i Afganistanie), nachodzi mnie refleksja, że odpowiednio niekorzystny splot wydarzeń może zwalić na kolana nawet największego hegemona. Zdarzało się to w przeszłości już wielokrotnie – aby tylko przytoczyć przykłady Cesarstwa Rzymskiego czy Imperium Brytyjskiego. I że jednak w perspektywie ćwierćwiecza znów będziemy mieć świat wielobiegunowy z pierwszoplanową rolą Chin i Indii, a wkrótce potem zapewne i Brazylii.
Tags: Chiny, dolar, euro, kredyty, kryzys, OPEC, rezerwy walutowe, ropa naftowa, subprime, USA
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.