Antek Rewolucjonista
Oczekiwałem, kiedy w Sejmie VI kadencji ponownie rozpali emocje osoba niezawodnego Antoniego Macierewicza. Czekałem do soboty. PiS desygnował posła Macierewicza do składu 5-osobowej komisji ds. służb specjalnych, czego PO nie zaakceptowała. Z jednej strony, teoretycznie sprawa kandydatury do składu komisji jest sprawą Prawa i Sprawiedliwości, a złą praktyką jest wchodzenie jednej partii w domenę drugiej – podobnie jak recenzowanie przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich składu rządu Donalda Tuska. Z drugiej, emocje, jakie budzi Macierewicz, są powszechnie znane. Mnie osobiście kojarzy się z torpedą akustyczną, która po odpaleniu sama szuka sobie celu, niezależnie, co miałoby nim być. Wybitny śledczy, komunistów tropi w każdym otoczeniu, podobnie jak kiedyś senator Joseph McCarthy. Gdyby tylko potrafił zejść ze sceny po 1992 r…
Gdybym miał znaleźć dla dzisiejszego Antoniego Macierewicza literackie alter ego, musiałbym chyba odesłać czytelnika do powieści Stevena Kinga pod polskim tytułem Bastion. Czyż twarz naszego bohatera nie emanuje jakąś tajemniczą, uduchowioną łagodnością?

Trzeba oddać Macierewiczowi, że ma niebywałą zdolność znajdowania się w centrum wydarzeń, które kształtowały przez ostatnie 40 lat historię Polski. Z drugiej strony, można się dopatrzeć w jego życiorysie silnie ugruntowanej fascynacji konspiracją, służbami specjalnymi i partyzanckimi metodami walki.
W 1965 r. Macierewicz, jako siedemnastolatek, został usunięty ze szkoły za odmowę podpisania listu potępiającego słynny list polskich biskupów (“Przepraszamy i prosimy o przebaczenie”). Trzy lata później, jako student historii, protestował przeciwko zdjęciu ze sceny “Dziadów”, a krótko potem trafił do więzienia jako uczestnik protestu w obronie relegowanych z Uniwersytetu Warszawskiego studentów – trudno dziś w to uwierzyć, ale w tej grupie był Adam Michnik. Gdy tylko został zwolniony, znalazł się w grupie inicjatorów powstania Gromady Włóczęgów, klubu dyskusyjnego związanego ze środowiskami harcerskimi – tam poznał się m.in. z Ludwikiem Dornem, Piotrem Naimskim oraz znanym już wówczas adwokatem, Janem Olszewskim. W grupie tej pojawiały się też nazwiska Andrzeja Celińskiego, Michała Kuleszy, Anny Radziwiłł czy Seweryna Blumsztajna.
Na początku lat 70. Macierewicz miał już lewicowe poglądy, określone jednak w wyraźnej opozycji do ZSRR, którego ideologię uważał za wypaczenie myśli lewicowej. Jako młody asystent na Uniwersytecie Warszawskim pasjonował się historią Ameryki Łacińskiej. Na tym gruncie wyrosła jego fascynacja lewicowymi ruchami – popularyzował wśród studentów podziw dla Ernesto “Che” Guevary – a także pomysł, aby z sowieckim komunizmem walczyć metodami miejskiej partyzantki, zapożyczonymi od południowoamerykańskich Tupacamaros. W połowie lat 70. Macierewicz zaangażował się w obronę robotników represjonowanych za udział w strajkach, co zainspirowało go w końcu do powołania wspólnie z Jackiem Kuroniem Komitetu Obrony Robotników. W 1977 r. do KOR dołączył Adam Michnik i to był koniec pierwszego Macierewicza.
W 1977 r. powstało pismo Głos, którego redaktorami zostali Macierewicz i Michnik. Natychmiast ścięli się ze sobą o model pisma i wpływ na jego kształt. Michnik przegrał i odtąd Antoni Macierewicz nie dopuszczał nikogo do kierowania Głosem. W opozycji do Kuronia i Michnika zaczął budować alternatywne skrzydło KOR – w 1978 r. po raz pierwszy odwołał się do ideologii endeckiej, a już w 1981 r. pisał, że w formacji funkcjonują dwa nurty: niepodległościowy (czyli własny) oraz kompromisowy, zmierzający do porozumienia z liberałami PZPR. Macierewicz był w Stoczni Gdańskiej, gdy wybuchł stan wojenny – wraz z innymi opozycjonistami został internowany, ale w 1982 r. uciekł w karawanie pogrzebowym. W ukryciu reaktywował Głos i zaczął pracować nad koncepcją porozumienia narodowego między wojskiem, Kościołem i Solidarnością, które miałoby wspólnymi siłami obalić władzę ludową. Dzięki mediacji Jana Olszewskiego i Wiesława Chrzanowskiego, którzy przekonali PZPR, aby nie szykanować ujawniających się opozycjonistów, Macierewicz pojawił się na powierzchni jako narodowy ideolog, aby wkrótce zaatakować polityków działających w Klubie Myśli Politycznej “Dziekania” za ideę porozumienia z komunistami. Odszedł z “Dziekanii”, gdy główne postacie Klubu zaangażowały się w rozmowy Okrągłego Stołu i wkrótce założył z Olszewskim oraz Chrzanowskim Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Macierewicz krytykował Wałęsę za podjęcie rozmów z PZPR, ale w 1990 r. zgodził się zostać jego doradcą. Rok później wszedł do Sejmu z listy ZChN, a wkrótce potem został ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego. I taki był początek trzeciego Macierewicza.
Antoni Macierewicz wszedł do MSW z Piotrem Naimskim i zapowiedział, że dopiero od totalnej lustracji (“opcja zerowa”) i dekomunizacji zacznie się odzyskiwanie niepodległości przez Polskę. Powołał specjalny zespół o ogromnych uprawnieniach, który miał zająć się kompletowaniem dokumentacji. Możliwość wglądu w dokumenty służb specjalnych pogłębiła paranoję Macierewicza – poczuł się depozytariuszem tajnej wiedzy o wielkiej sile rażenia. Sam minister zażyczył sobie uzbrojonej ochrony BOR, UOP i GROM, żeby zminimalizować ryzyko domniemanej zdrady, a zespół zbierający kwity został wyposażony w kevlarowe pancerze. Olszewski tymczasem miał trudności z opanowaniem techniki rządzenia; najwyraźniej pozycja przerosła tę legendę opozycji. Fiaskiem skończyły się negocjacje, mające zapewnić mu większość i w 1992 r. Lech Wałęsa złożył wniosek o dymisję rządu. Olszewski i Macierewicz zareagowali błyskawicznie i przedstawili w Sejmie listę nazwisk 66 wysokich urzędników, z Wałęsą i marszałkiem Sejmu oraz prezesem ZChN Wiesławem Chrzanowskim na czele, których oskarżyli o współpracę z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Ogłoszenie „listy Macierewicza” spowodowało, że w nocy z 4 na 5 czerwca Sejm przegłosował odwołanie rządu. Macierewicz został wyrzucony ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i na jakiś czas wypadł za burtę głównego nurtu polityki.
Teraz uwaga: po “nocy teczek” Olszewski założył Ruch dla Rzeczypospolitej (RdR), a Macierewicz – Ruch Chrześcijańsko-Narodowy. Już po kilku miesiącach obie partie połączyły się pod szyldem RdR, ale gdy ten nie wszedł do Sejmu w 1993 r., Macierewicz z niego wystąpił, utworzył Akcję Polską i porozumiał się z ZChN i PC Jarosława Kaczyńskiego. Gdy jednak w wyborach prezydenckich w 1995 r. Jan Olszewski zajął dobre, czwarte miejsce z niemal 7-procentowym poparciem i postanowił je skapitalizować powołując w oparciu o swój komitet wyborczy Ruch Odbudowy Polski (ROP), Macierewicz szybko poczuł szansę powrotu na Wiejską i także zgłosił akces do nowego porozumienia. Rzeczywiście, w zwycięskich dla AWS wyborach w 1997 r. ROP udało się wejść do Sejmu. Wtedy Macierewicz postanowił zawalczyć o należne mu miejsce i podjął próbę przejęcia władzy w partii. Przegrał i musiał odejść z koła parlamentarnego ROP – utworzył więc kolejne ugrupowanie, Ruch Katolicko-Narodowy. RKN nie odegrał w polityce krajowej żadnej roli, ale Macierewicz (podobnie jak Olszewski) wszedł po czterech latach do Sejmu z listy Ligi Polskich Rodzin, z której zresztą w 2002 r. został wyrzucony za próbę nieuzgodnionego z Romanem Giertychem startu w wyborach na stanowisko prezydenta Warszawy. Jednak IV kadencja Sejmu była w sumie dla Macierewicza udana – związał się blisko z Tadeuszem Rydzykiem i jego toruńską rozgłośnią, a przede wszystkim został przewodniczącym komisji ds. służb specjalnych, która tropiła m.in. sprawę nielegalnego handlu bronią przez WSI. Jeszcze jaśniej jego gwiazda zaświeciła w 2004 r., gdy wybrano go do składu orlenowskiej komisji śledczej – tam brylował, tropiąc mafię paliwową, spiski służb specjalnych i konstelacje polityczno-biznesowe. Stał się jednym z prekursorów walki z “układem” i prawdziwą gwiazdą mediów.
W wyborach AD2005 Macierewicz ponownie wystartował wspólnie z Olszewskim pod szyldem Ruchu Patriotycznego, co zakończyło się spektakularną klapą. Obu dżentelmenów uratowali bracia Kaczyńscy (z góry przepraszam za to biologiczne pojęcie) – zafascynowany służbami specjalnymi Macierewicz otrzymał zadanie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, z czego, jak wiemy, wywiązał się perfekcyjnie. Po ujawnieniu przez niego raportu z weryfikacji WSI agentura polskiego wywiadu uległa całkowitej zagładzie. W lipcu 2007 na Białorusi KGB rozbiło polską komórkę wywiadowczą złożoną z 4 obywateli Białorusi i jednego Rosjanina – proces jest w toku, wszystkim grozi kara śmierci. Czytałem ten raport. Realizował on wyłącznie cele polityczne uzgodnione z Macierewiczem przez Jarosława Kaczyńskiego i obok wielu bezużytecznych informacji dostarczył, głównie kontrwywiadowi rosyjskiemu, kilku istotnych danych dotyczących nazwisk współpracowników WSI na terenie Federacji Rosyjskiej.
W lipcu 2006 r. premier Kaczyński wbrew sprzeciwowi ówczesnego ministra obrony narodowej, Radosława Sikorskiego, powołał Macierewicza na stanowisko sekretarza stanu w MON. Doprowadziło to szybko do dymisji tego pierwszego, który nie chciał firmować działań swojego zastępcy. Macierewicz nie zawodzi. Już w miesiąc po swojej nominacji powiedział w Telewizji Trwam o byłych ministrach spraw zagranicznych:
Część tych osób to byli członkowie PZPR, tego sowieckiego namiestnictwa. No i większość spośród nich była w przeszłości agentami sowieckich służb specjalnych.
Do historii chyba przejdzie też wypowiedź z tego okresu Macierewicza na temat afgańskiego Sojuszu Północnego, który jakoby miałby być infiltrowany przez służby rosyjskie. Sikorski zdezawuował wówczas jego profesjonalizm publicznie, czego Macierewicz nigdy mu nie zapomniał.
Jesienią 2006 r. został Szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, poświęcając cały swój czas przeszukiwaniu zasobów archiwalnych w poszukiwaniu materiałów, które mogłyby skompromitować przeciwników politycznych. Z dokumentami służb specjalnych jest jednak pewien kłopot – suchym, służbowym językiem relacjonują one jedynie pewne działania owych organów. Ogromną ilość faktów trzeba połączyć w obraz rzeczywistości używając do tego profesjonalnej wiedzy i zdrowego rozsądku. Jeśli syntezy dokonuje człowiek pogrążony w paranoi, wietrzący wokół komunistyczne spiski i omnipotencję mitycznego “układu”, interpretacja rzeczywistości może różnić się od pierwowzoru tak samo, jak krzesło od krzesła elektrycznego. Tak samo, jak sądzę, odbiega od rzeczywistości aneks do raportu Macierewicza – warto zwrócić uwagę na sprzeczne sygnały, jakie wybiegały z Pałacu Namiestnikowskiego w październiku i listopadzie 2007. Przypuszczam, że dokument ten reprezentował taki poziom, że Lech Kaczyński nie zdecydował się na jego ujawnienie w obawie przed kompromitacją.
Antoni Macierewicz 21 października wrócił po dwuletniej przerwie do Sejmu. Dostarczy nam zapewne wiele rozrywki. Początki są obiecujące, wystarczy przypomnieć sobie jego ekspresowe odwołanie przez Bogdana Klicha z ministerialnego stanowiska 16.11, na które tydzień wcześniej przywrócił go premier Kaczyński – to dobry sposób, aby zapewnić zaufanemu człowiekowi odprawę. Macierewicz próbował ukrywać się przed Żandarmerią Wojskową, która posłużyła do wręczenia odwołania, aby po południu wylecieć do Afganistanu. Prawdopodobnie zamierzał ukrywać się w afgańskich górach razem z Osamą bin Ladenem.
Gdy dzisiaj słyszę Jacka Kurskiego, który z oburzeniem przyjmuje sprzeciw PO wobec nominacji Antoniego Macierewicza do sejmowej komisji ds. służb specjalnych, argumentują, że ten “ma wybitne kwalifikacje w sprawach służb specjalnych”, ręce mi opadają. Fascynacji nie należy utożsamiać z kwalifikacjami, a o charakterze Antoniego Macierewicza dobrze świadczy fakt, że kontynuować weryfikację WSI ma Jan Olszewski. Lech Kaczyński najwyraźniej uznał, że osoba Macierewicza będzie proces weryfikacji kompromitować, a najprawdopodobniej nie chciał mieć na Krakowskim Przedmieściu tykającej bomby, człowieka nieobliczalnego, niemożliwego do kontroli, który potrafi zaatakować każdego, jeśli uzna go za wroga polskiego interesu. Jan Olszewski, posiadając bardzo zbliżone poglądy, jest jednak bardziej obliczalny.
Gdyby Antoni Macierewicz zniknął ze sceny politycznej z końcem lat 70., jego nazwisko mogłoby być dziś wymawiane jednym tchem obok Jacka Kuronia. Gdyby zniknął po “nocy teczek”, wspominalibyśmy go jako postać kategorii Andrzeja Gwiazdy czy Anny Walentynowicz. Dzisiaj przekształcił się w karykaturę samego siebie – paranoika zionącego nienawiścią niczym bezimienny smok z Beowulfa. Dzisiaj mogę go postawić jedynie obok Josepha McCarthy’ego.
Tags: Antoni Macierewicz, Che Guevara, Głos, Jan Olszewski, komisja, spisek, służby specjalne, teczki, weryfikacja, WSI, wywiad
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.