Sfotygowana Kancelaria Prezydenta

Nie zamierzałem pisać o powrocie Anny Fotygi na łono protektora, jednak wymaga skomentowania piątkowa wypowiedź pani minister w Jedynce PR. “Sprzedajemy naszych przyjaciół”, powiedziała Anna Fotyga o decyzji Donalda Tuska w sprawie odblokowaniu negocjacji OECD z Rosją. Wydaje mi się, że wynika to z głębokiego niezrozumienia zasad prowadzenia współczesnej polityki zagranicznej. Ktoś powinien uświadomić garnizonowi Pałacu Namiestnikowskiego, że czasy Talleyranda odeszły w przeszłość.

Nie jestem miłośnikiem putinowskiego reżimu. Mam świadomość, że jego celem jest odbudowanie mocarstwowej pozycji Rosji na świecie, która – jak wierzy znaczna część Rosjan i spora część społeczeństw Zachodu – w sposób naturalny jej się należy. Rosja jest w najlepszym razie demokraturą, pozbawioną w dodatku praktycznie tradycji demokratycznej. Jest to kraj o wielkiej różnorodności etnicznej i kulturowej, niespotykanym w Europie poziomie rozwarstwienia majątkowego, którego stolica należy do najdroższych miast świata, a na peryferiach pokutują spetryfikowane w postaci administracji lokalnej stosunki feudalne. Słowem, kraj, który trzyma w jednym kawałku tylko silna władza centralna, a jej działania wewnętrzne dość skutecznie kryje pod dywanem fenomenalna dyplomacja – zaledwie wczoraj udało jej się przeforsować kandydaturę kazachskiej dyktatury do przewodniczenia OBWE w 2010 r. Więcej…

OECD jest organizacją, która wspiera kraje członkowskie w działaniach zmierzających do uzyskania jak najwyższego poziomu rozwoju społeczno-gospodarczego. Choć mandat organizacji jest szeroki, obejmując wszelkie sfery życia ekonomicznego i społecznego, uchwały OECD mają charakter wskaźnikowy – mówi się o “miękkim prawie”. Organizacja piętnuje korupcję, brak współpracy w zakresie przepływu informacji, patronuje międzynarodowym inicjatywom – np. w zakresie polityki energetycznej, prowadzi badania, promuje dobre praktyki. Celem przyświecającym jej powołaniu w 1948 r. było upowszechnianie demokracji i wolnego rynku. Co mogłoby uzasadniać blokowanie Rosji negocjacji, które ex definitione zbliżają ją do krajów liberalnej demokracji? Anna Fotyga uważa, że takim czynnikiem jest polityka Putina wobec Gruzji. Pani minister uważa się prawdopodobnie za bystrzejszą od kierownictwa OECD, bo zakłada, że tylko polska polityka zagraniczna może powstrzymać rosyjskiego niedźwiedzia przed skutecznym przekonaniem organizacji, że jest kaukaską owcą. Pewnie jest bystrzejsza ode mnie, bo na jej miejscu uznałbym, że wprowadzenie Rosji w struktury, które wymuszają na niej ograniczoną nawet demokratyzację jest dla wszystkich sąsiadów tego kraju korzystne – tak dla nas, jak i dla Gruzji.

Polityka zagraniczna prowadzona przez duet Anna Fotyga-Lech Kaczyński charakteryzowała się obstrukcjonizmem, awanturnictwem, brakiem konsekwencji (“umieranie za pierwiastek”) i kompletną nieskutecznością. Widząc się w roli wiernego sojusznika Stanów Zjednoczonych, Lech Kaczyński godził się na daleko idące ustępstwa wobec amerykańskiej administracji – jak w przypadku lokalizacji tarczy antyrakietowej, w sprawie której nie przeprowadzono debaty, czy przedłużania obecności wojsk polskich w Iraku. Paradoksalnie, bo w tym samym czasie mówił o “polityce białej flagi”, jaką wcześniejsze ekipy prowadziły wobec Brukseli – w tym do pewnego stopnia miał rację, chociaż wyciągnął ze swojej diagnozy najzupełniej błędne wnioski. Być może wynikło to z wychowania braci Kaczyńskich, w domu których żywe było wspomnienie nazistowskiej okupacji, niepodległościowy etos oraz atmosfera oporu przeciwko władzy komunistycznej. Lech Kaczyński w sposób oczywisty nie potrafi zrezygnować z ideowości na rzecz pragmatyzmu i współpracy z domniemanymi wrogami – skoro zatem jesteśmy otoczeni przez historycznych wrogów, Rosję i Niemcy, trzeba szukać potężnego sojusznika za oceanem, w kraju, który uważa się za gwaranta liberalnej demokracji. Anna Fotyga będąc ministrem konstytucyjnym dowiodła, że trudno mówić w jej przypadku o samodzielności – wdrażała jedynie w polityce zagranicznej linię ideologiczną prezentowaną przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Teraz, gdy została szefem KPRP, pogłębi jedynie izolację głowy państwa – jesteśmy świadkami zamykania się Prezydenta we własnym środowisku i ograniczania wewnętrznej debaty w kontekście budowy wyrazistego ośrodka antyrządowego. Wpisuje się to w nową strategię Jarosława Kaczyńskiego, który po przegranych wyborach parlamentarnych postanowił odciąć skrzydła PiS (izolacja konserwatystów) i prezentować społeczeństwu monolityczny wizerunek zwartej partii opozycyjnej.

A Anna Fotyga? No cóż, pani minister jaka jest – każdy widzi. Dla mnie jest symbolem środowiska, jakie tworzy się w Kancelarii Prezydenta, a jej powołanie na wakujące stanowisko szefa urzędu – umownym domknięciem okresu formowania się tegoż środowiska. Oczywiście, jestem przekonany, że w razie usunięcia Mariusza Kamińskiego z fotela szefa CBA także on uzupełni załogę bastionu przy Krakowskim Przedmieściu. Nie zmienia to faktu, że przyjście Anny Fotygi stanowi dla mnie pewną cezurę wyznaczającą koniec pewnego etapu. Urzędnikom Kancelarii Prezydenta RP chciałbym w tym momencie przekazać serdeczne wyrazy współczucia.

Środowisko stworzone na Krakowskim Przedmieściu charakteryzuje się w mojej ocenie:

  • ideowością (sądzę, że wyjątkiem jest tu Michał Kamiński, ale o tym za chwilę),
  • negatywną oceną efektów Okrągłego Stołu, a zatem i historią III RP do roku 2005,
  • przeświadczeniem o naczelnej roli służb specjalnych i towarzyskiego układu postkomunistycznego w kształtowaniu Polski po 1989 r.,
  • ograniczonym potencjałem intelektualnym – nie twierdzę przy tym, że są to ludzie nierozumni, a jedynie odporni na argumenty; słowem: think-tanku z nich zbudować nie sposób,
  • przekonaniem o należnej Polsce szczególnej roli w Europie, popartym historycznymi krzywdami,
  • eurosceptycyzmem, wynikającym z obawy przed utratą suwerenności narodowej.

W tak rozumianym środowisku mieszczą się zarówno lokatorzy, jak i goście Pałacu Namiestnikowskiego, tacy jak Anna Fotyga, Małgorzata Bochenek, Jan Olszewski czy Aleksander Szczygło. Do listy tej można włączyć Antoniego Macierewicza, chociaż Lech Kaczyński nie jest szaleńcem, stąd nie będzie chciał mieć go zbyt blisko siebie. Michał Kamiński nieco profilem od tego towarzystwa odbiega, bowiem jest reprezentantem młodszego pokolenia, szalenie ambitnym, w moim odczuciu bardziej pragmatycznym, niż ideowym, za to znającym bardzo dobrze techniki walki politycznej. Kamiński był przeciwny powołaniu Fotygi na stanowisko Szefa Kancelarii i wiele wskazuje na to, że będzie pomiędzy nimi dochodziło do konfliktów, które mogą doprowadzić do dymisji sekretarza stanu, jeśli zamykanie się Prezydenta na rzeczywiste problemy będzie postępować. Z końcem października pojawiło się w MSZ dość radykalne hasło “defotygizacji”, rozumiane jako przywrócenie standardów normalności w dyplomacji. Jako “fotygizację” określiłbym coś więcej, niż antonim normalności, mianowicie utratę kontaktu z rzeczywistością na skutek braku profesjonalizmu – taki właśnie proces może nastąpić w KPRP pod kierownictwem nowego szefa.

Chciałbym w tym momencie zaznaczyć, że znam kilku naprawdę bardzo przyzwoitych fachowców, którzy w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego pracują, także w charakterze doradców. Część z nich pozostała w urzędzie po wyborach w roku 2005, inni natomiast zostali ściągnięci na Krakowskie Przedmieście lub ulicę Wiejską przez obecną administrację – nie chciałbym wymieniać nazwisk, aby nie zostało to odebrane jako “pocałunek śmierci”. Niemniej jednak atmosferę w urzędzie i jego percepcję kreują najbliżsi współpracownicy Lecha Kaczyńskiego, nie tylko ci w randze ministrów.

Ponieważ sam nie aspiruję do roli myśliciela, dlatego na koniec kilka aforyzmów Stanisława Jerzego Leca ze specjalną dedykacją dla kierownictwa Kancelarii Prezydenta:

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia.

Żeby być sobą, trzeba być kimś.

Obserwujemy ciekawe zjawisko: bełkot jako środek porozumiewawczy między ludźmi.

Ceń słowa. Każde może być twoim ostatnim.

Powiedziały krety: “Ludzie są ciemni, potrzebne im światło”.

Ci, którzy mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie.

Wcześniej na ten temat.

PS. Nie zamierzam bronić Radosława Sikorskiego przed atakiem za strony Prezydenta, ani też szefa jego Kancelarii w związku z nieprzybyciem na spotkanie z głową państwa 29 listopada. Minister spraw zagranicznych powinien zdawać sobie sprawę, że powodzenie licznych działań Polski na arenie międzynarodowej zależy od współpracy z Lechem Kaczyńskim. Co za tym idzie, powinien schować dumę do kieszeni i spotkać się z Prezydentem, choćby na pół godziny – prace nad poprawkami w budżecie na tym by nie ucierpiały, a można by w ten sposób uniknąć kolejnego spięcia na linii Al. Szucha-Krakowskie Przedmieście. Minister Sikorski doskonale zdaje sobie sprawę, jak wrażliwy na punkcie własnej godności jest Lech Kaczyński i że każde działanie tudzież zaniechanie, które może być zinterpretowane jako uderzenie w tę piętę achillesową Prezydenta, jest najlepszym sposobem, aby uczynić sobie z niego śmiertelnego wroga. A to może odbić się i na Sikorskim, i na rządzie Tuska, i na obywatelach, którzy będą ponosić konsekwencje możliwego obstrukcjonizmu Lecha Kaczyńskiego.

Explore posts in the same categories: PiS, Prezydent

Tags: , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Comment: