Dobry pomysł, zły pomysł
Od powołania nowego rządu minęły zaledwie dwa tygodnie, stąd jest daleko za wcześnie, aby wystawiać jakiekolwiek cenzurki, jednak można pokusić się chyba o wybór najciekawszych i najbardziej chybionych działań i zapowiedzi członków gabinetu Tuska.
Dobry pomysł:
1. Zmiana retoryki w życiu publicznym. Cóż, po dwóch latach rządów PiS normalna debata wydaje się czymś nadzwyczajnym. Mam nadzieję, że taka retoryka szybko spowszednieje i stanie się złotym standardem. Niemniej jednak, odetchnęliśmy.
2. Jacek Rostowski i wtorkowa zgoda Komisji Europejskiej na przedłużenie okresu obowiązywania obniżonych stawek VAT do 2010 r. Mam wrażenie, ze minister finansów może okazać się prawdziwą gwiazda tego rządu. Jego pozycja jest gwarantowana nie tylko dzięki profesjonalizmowi, ale i przez Jana Krzysztofa Bieleckiego, który należy do najbliższych i najbardziej wpływowych doradców Tuska.
3. Decyzja o odblokowaniu negocjacji Rosji z OECD. Rosja krajem demokratycznym nie jest i jeszcze długo nie będzie. Jednak blokowanie przez osamotnioną Polskę rozmów o jej wejściu do organizacji nie służyło niczemu oprócz eskalacji napięcia miedzy naszymi krajami. Brawo za odwagę w podjęciu decyzji, co do której jasne było, ze znajdzie się pod ostrzałem PiS – dwór Kaczyńskich ma tendencję do szybkiego stawiania zarzutów o „prowadzenie polityki białej flagi”. Zaznaczam, że moim zdaniem decyzja ta była właściwa niezależnie od tego, czy pociągnie za sobą odwilż w polityce Kremla wobec Polski, czy nie.
Obiecujący pomysł: Waldemar Pawlak. Wypowiedzi wicepremiera sugerują, ze rozumie, jak działa gospodarka, jednak nie poszły za tym na razie żadne działania. Czekamy na konkrety.
Zły pomysł:
1. Zapowiedzi Julii Pitery. Pomysły pani minister budzą moja troskę i póki co przekonują, ze nie stoi za nimi żadna spójna wizja. Pitera najwyraźniej najpierw mówi, a potem myśli – tak było z koncepcją przeglądu składu Trybunału Konstytucyjnego, tak też odbieram rewanżystowską w swej wymowie zapowiedź ujawnienia wyciągów z kart kredytowych ministrów PiS. Pani Minister, mnie guzik obchodzi, komu np. Piotr Naimski postawił obiad – z dwojga już gorzej chyba, gdyby jakiś prezes postawił obiad jemu? A jeśli już chce Pani wprowadzać monitoring służbowych kart, proszę zacząć od kolegów. Co do Trybunału Konstytucyjnego – miarą jego właściwego działania jest chyba fakt, że skarżą się nań wszystkie kolejne ekipy. Proponuję nie robić groźnego precedensu i nie ruszać ustawy, a zdać się – jak do tej pory – na kryterium dobrego obyczaju. Sprawa Lidii Bagińskiej potwierdza tylko, że Trybunał potrafi sobie radzić z dyskredytującymi nominacjami na własną rękę.
2. Szamotanina Ewy Kopacz. Pani minister sprawia wrażenie, ze nie wiedziała, w co się pakuje zabiegając o stanowisko. W sprawie implementacji dyrektywy o niektórych aspektach czasu pracy wydaje z siebie wzajemnie sprzeczne deklaracje. Zapowiadając utopijne i w gruncie rzeczy nietrafione rozwiązanie zniesienia limitowania świadczeń udało jej się sprawić, ze Krzysztofa Bukiela zamurowało, co nie jest zadaniem łatwym. Łatwo natomiast zapowiadać podwyżki do 11000 PLN, gdy nie jest się pracodawcą… Do tego dochodzi jednostronna deklaracja o wprowadzenia refundacji in vitro – czego nie jestem przeciwnikiem, jednak uważam decyzje powinna poprzedzić debata na temat warunków brzegowych finansowania tej procedury w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (ile cykli, w jakich wskazaniach, pod jakimi warunkami). Pani minister powinna dobrać sobie bardzo dobrych doradców, bo na razie wygląda marnie.
3. Populistyczne gesty premiera. Rozumiem marzenie polityka, aby być kochanym przez cały elektorat. Ale ruchy pozorowane typu zapowiedzi weryfikacji ministrów co pół roku czy oszczędnościowych przelotów samolotami rejsowymi na trasie Warszawa-Bruksela nie mogą być odczytane inaczej, niż jako doraźny populizm, nie mający racjonalnego uzasadnienia, wprowadzający za to sporo zamieszania – dla PLL LOT, ochrony premiera i pasażerów.
Ostrzeżenie: rząd zbiorowo. Od 21 października słyszeliśmy festiwal sprzecznych deklaracji. Znosimy podatek Belki. Nie znosimy podatku. Przesuwamy wejście w życie przepisów o czasie pracy lekarzy. Jednak nie przesuwamy. Nie obniżamy składki rentowej. A jednak przesuwamy. Nadal nie mamy jasności co do programu rządu, a czas najwyższy coś w tej kwestii ujawnić. Minęło 6 tygodni – hasła miłości i braterstwa już nie wystarczą. W piątek Adam Szejnfeld zapowiedział, ze w ciągu dwóch tygodni do Sejmu trafią dwie ważne ustawy: o swobodzie działalności gospodarczej i o partnerstwie publiczno-prywatnym. Poczekamy, zobaczymy.
Tags: hity, kity, Kopacz, oceny, Pawlak, Pitera, premier, Rostowski, rząd, Trybunał Konstytucyjny, Tusk
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
grudzień 29, 2007 at 12:15 am
Jak słusznie zauważyłeś jest jeszcze zbyt wczesnie aby oceniac poczynania nowego rządu niemniej jednak pewne wstępne uwagi już się nasuwają.
W trakcie pierwszych tygodni urzedowania już na pozytywne opninie zasłużyli według mnie Jacek Rostowski oraz Zbigniew Ćwiąkalski. Pierwszy z nich, czując się bardzo dobrze w środowisku międzynarodowym (czego nie można było powiedzieć o pani minister Gilowskiej, która raczej unikala takich wyjazdów) zdążł już skutecznie wywalczyć korzystne dla nas przedłużenie obowiązywania stawek VAT. Ponadto bardzo dobrze komunikuje się z otoczeniem, co ma niebagatelne znaczenie, zwłaszcza dla rynków finansowych. Natomiast przy konstruowaniu przyszłorocznego budżetu pole manewru było już ograniczone i nie można mieć tu do niego wiekszych pretensji za jego kształt.
Natomiast minister Ćwiąkalski bardzo dobrze radzi sobie bedąc pod permanentną krytką ze strony PiS, który na wszelkie możliwe sposoby (i tym miejscu należy oddać prawdę, iż często są one mało wyszukane i mijające się z rzeczywistością) próbuje go zdyskredytować. Niemniej jednak jak dotąd pan minister pokazuje dużą klasę i w moim przekonaniu swą postawą jeszcze wyraźniej dowodzi (i nie potrzebuje do tego żadnych specjalnych rekwizytów ani codziennych konferencji prasowych), iż Zbigniwe Ziobro był wręcz tragicznym ministrem. Co więcej, jeśli wierzyć doniesieniom medialnym to już w znaczącym stopniu znane są zarysy nowej ustawy o prokuraturze gdzie ma być rozdzielona funkcja prokuratura generalnego od ministra sparawiedliwości (aż chciałoby się rzec “nareszcie!”). Kształt jej zapisów wydaje się być rozsądny.
Na razie również nie zawodzą ludowcy. Pawlak i Sawicki powinni być solidnymi filarami rządu. Natomiast nie chciałbym wydawać przedwczesnych opinii co do pani minister Jolanty Fedak, niemniej jednak widać, że stara się relatywnie szybko uporać ze wszystkimi najbardziej koniecznymi zaległościami jakie otrzymała od swoich nieudolnych poprzedników (zwłaszcza po pani minister Kalacie).
Co do negatywnych sygnałów płynących ze strony rządu to faktycznie jest sporo informacji sprzecznych, najpierw “rzucanych” opini publicznej, potem dementowanych. Natomiast co do personalnych odniesień to również panie Pitera oraz Kopacz budzą mój lęk.
Pani Julia Pitera działa w sposób bardzo emocjonalny i impulsywny, natomiast o wiele mniej jest w jej działaniu pewnej długofalowej strategii (choć może i takiej sie doczekamy). CBA należy przekształcic w istutucję analityczną, która monitorowałaby wszystkie rozwiązania legislacyjne pod kątem możliwości kreowania przez nie ewentualych zachowań korupcjogennych (notabene takiej instytucji w Polsce jeszcze raczej nie mamy) czyli działań czysto profilaktycznych, przy jednoczesnym znaczącym ograniczeniu jej uprawnień śledczych. Gdyż w tej formule jaka dotąd funkcjonwała oraz kierowana przez takiego szefa jakiego ma, swoją główne wysiłki skupiała paradoksalnie na generowaniu zachowań korupcyjnych (np. poprzez “łapówki kontrolowane”). Zatem “waleczna”pani Julia musi zrozumieć te fakty oraz przestać zajmować się sprawami drugiej kategorii w stylu monitorowania kart kredytowych.
Niemniej od samego początku najwiekszy mój niepokój budzi nominacja na minister zdrowia pani Ewy Kopacz. Chciałoby się rzec, iż znowu niestety resortem zdrowia kieruje z zawodu lekarz. Wydawałoby się, że sytuacja wymaga aby właśnie na to stanowisko, prócz resortu sprawiedliwości, mianować niezaleznego, z najwyższej półki eksperta. Niestety obcowanie w komisji zdrowia okazało się być wystarczającą rekomendacją. Ponadto w samym PO, dodatkowo po odejściu Sośnierza, nie ma raczej zbyt wielu osób, którym probematyka systemy opieki zdrowotnej byłaby dobrze znana. Co prawda osobiście nie znam się zbyt dobrze na tym obszarze, niemniej jednak już pierwsze działania a zwłaszcza ostatnie obietnice wobec lekarzy pani minister budzą moje poważne wątpliwości. Sądzę, iż zdolności negocjacyjne jakie podobno posiada pani Kopacz, choć oczywiście przydatne w środowisku z jakim przyjdzie jej konsultować swoje propozycje, to jednak za mało aby sprostać wyzwaniom przed jakimi stoi. Pozostaje mieć nadzieję, iż jej doradcy będą bardziej merytorycznie solidni.