Dama stanu

27 grudnia Rzeczypospolita opublikowała ranking najpopularniejszych kobiet polskiej polityki. Gdy spojrzałem na jego wyniki zrobiło mi się przykro, że Polacy cenią medialną obecność, a nie jakość merytoryczną kobiet-polityków. Oznacza to, że nadal są one traktowane jako ozdoba sceny politycznej, a nie wartość sama w sobie.

Tymczasem w listopadzie 2008 r. odbędą się w Stanach Zjednoczonych wybory prezydenckie, które wyłonią następcę George’a W. Busha. Choć do wyborów wciąż droga daleka, biorąc pod uwagę niepopularność urzędującego prezydenta i brak zdecydowanego lidera wśród kandydatów Partii Republikańskiej, z dużym prawdopodobieństwem można przypuścić, że z głosowania zwycięsko wyjdzie kandydat Partii Demokratycznej. Może to być Hillary Clinton. Jak dzisiaj wygląda pozycja kobiet w światowej polityce?

Wybory amerykańskie AD 2008 prawie na pewno będą precedensowe – wielkie szanse na zwycięstwo ma w nich kobieta lub czarnoskóry. Paradoksalnie, jeśli, wciąż jeszcze zajmujący drugie miejsce w rankingach poparcia dla kandydatów Demokratów, Barack Obama uzyska nominację Partii Demokratycznej, będzie w starciu z kandydatem republikańskim w lepszej sytuacji, niż Hillary Clinton (więcej). Pani Clinton ma nie tylko silny elektorat negatywny (głosowanie przeciwko niej zapowiada największa część społeczeństwa amerykańskiego), ale też Amerykanie w ogóle chętniej zagłosują w wyborach prezydenckich na czarnoskórego, niż na kobietę (więcej). Żona byłego prezydenta jednak łatwo nie zrezygnuje z walki o prezydenturę – jej ambicje przewyższają urok osobisty męża, choć niewątpliwie charyzmą jej do niego daleko. Chętnym śledzić przebieg kampanii w polskich mediach elektronicznych polecam blog.

Hillary Clinton

Wśród najbardziej wpływowych kobiet świata jest już jedna Amerykanka: jest nią, rzecz jasna, Condoleezza Rice. Condi jest Sekretarzem Stanu w administracji George’a W. Busha, a jest to stanowisko, które widziało wiele postaci dużego formatu, jak Colin Powell, Madeleine Albright, James Baker, Henry Kissinger i wielu innych. Rice zdobyła gruntowne wykształcenie w dziedzinie stosunków międzynarodowych i praktycznie do dzisiaj związana jest z Uniwersytetem Stanford. Przed objęciem stanowiska w administracji Busha Jr. doradzała w zakresie public/government affairs koncernowi Chevron, na tyle skutecznie, że spółka ochrzciła jeden ze swoich tankowców jej imieniem. Jak przebiega jej kariera polityczna, można obserwować na co dzień. Choć podstawowym obszarem zainteresowań Condi początkowo była Europa Środkowo-Wschodnia, obecnie kwestią ambicji jest dla niej doprowadzenie do porozumienia na Bliskim Wschodzie.

Obok państwa Clintonów czy też klanu Bushów wiele innych rodzin na świecie ma aspiracje dynastyczne. Najświeższy przypadek do zwycięstwo Cristiny Fernández de Kirchner, która w październiku br. wygrała w I rundzie wybory prezydenckie w Argentynie (ordynacja argentyńska zakłada, że w przypadku osiągnięcia poparcia na poziomie przekraczającym 40% oraz przewagi nad najpoważniejszym rywalem przekraczającej 20 punktów procentowych) druga runda nie jest konieczna. Cristina Fernández została namaszczona na głowę państwa przez swojego prawicowego poprzednika, a prywatnie męża, Nestora Kirchnera. Nie jest jednak kolejną z żon peronistów, których linia zaczęła się od Evity – samodzielną karierę polityczną zaczęła już w 1989 r. Od 1995 r. zasiadała w argentyńskim parlamencie. W walce o miejsce reprezentanta prowincji Santa Cruz w senacie stoczyła ciężką walkę z Hildą Duhalde, kolejną żoną byłego prezydenta, natomiast w batalii o prezydenturę starła się z inną kobietą, Elisą Carrió. Skądinąd Argentyna nie jest już od lat krajem macho - obowiązuje parytet wyborczy i 30% na listach partyjnych muszą stanowić kobiety.

Cristina Fernandez de Kirchner

Argentyna jest drugą co do wielkości gospodarką na kontynencie południowoamerykańskim. Czwarte miejsce zajmuje Chile, którego prezydentem od 2006 r. jest socjaldemokratka Michelle Bachelet. Jej ojciec był generałem sił powietrznych, a potem wyższym urzędnikiem prezydenta Salvadora Allende. Po zamachu stanu Augusto Pinocheta, rodzina Bachelet stała się obiektem represji i została zmuszona do opuszczenia kraju. Michelle Bachelet, wówczas praktykujący lekarz, zdecydowała się na zaangażowanie w politykę pod koniec lat 80., w ruchu mającym na celu przywrócenie demokracji w Chile. Już po demokratyzacji kraju sprawowała urzędy ministra zdrowia oraz obrony, a w 2006 r. osiągnęła relatywnie łatwe zwycięstwo w wyborach prezydenckich przy frekwencji niemal 88% i sześciopunktowej przewadze nad głównym rywalem w drugiej turze. Prezydentura Bachelet nie jest jednak łatwa – trapiona skandalami korupcyjnymi, klęskami żywiołowymi i wciąż pozbawiona spektakularnego sukcesu.

Michelle Bachelet

Ale i Europa nie pozostaje w tyle za Ameryką Południową jeśli chodzi o udział kobiet w życiu publicznym. Abstrahując od kobiet na stanowiskach komisarzy Unii Europejskiej (do szczególnie wpływowych można zaliczyć Szwedkę Margot Wallström, Austriaczkę Benitę Ferrero-Waldner, Dunkę Mariann Fischer Boel czy Holenderkę Neelie Kroes), rola płci pięknej w polityce na szczeblu krajowym rośnie nieustannie. Do piątki najbardziej wpływowych dam polityki światowej należy niewątpliwie Angela Merkel, która wbrew początkowo sceptycznym głosom o jej braku doświadczenia na arenie międzynarodowej, generalnie radzi sobie dobrze. Trochę słabiej oceniana jest za dorobek krajowy – Wielka Koalicja trzeszczy, a rząd stopniowo ogranicza zakres pakietu zaproponowanego przez poprzedników w ramach Agendy 2010. Wychowana w NRD, po upadku muru berlińskiego zaangażowała się w działania CDU. Protegowana Helmuta Kohla, po jego niesławnym odejściu pokazała pazury i dzięki krytyce skandalu związanego z finansowaniem prawicy, swojego patrona oraz Wolfganga Schäuble, została w 2000 r. wybrana szefem partii. Fotel kanclerza zajmuje od 2005 r.

Jako, że obecny premier Najjaśniejszej Rzeczypospolitej zwykł odwoływać się do światłego przykładu Irlandii, warto zauważyć, że od 10 lat urząd prezydenta na Zielonej Wyspie sprawuje Mary McAleese, która zastąpiła na tym samym fotelu inną panią, Mary Robinson. Pani McAleese jest profesorem prawa, ma także duże doświadczenie związane z mediami. Urodzona w Irlandii Północnej, deklaruje wolę sprawowania prezydentury “budowania mostów” i porozumienia społecznego, co także byłoby znakomitym wzorem do podpatrywania nad Wisłą. Pierwsza kadencja Mary McAleese, reprezentującej centroprawicową partię Fianna Fáil (Żołnierze Irlandii), dobiegła końca w 2004 r., lecz nie znalazł się wówczas nikt, kto dorównał jej popularnością, więc pani prezydent pozostanie na urzędzie do 2011 r.

Inna prawniczka, socjaldemokratka, sprawuje funkcję prezydenta Finlandii. Tarja Halonen ma za sobą bardzo bogatą karierę w administracji państwowej, kolejno jako minister zdrowia i polityki społecznej, sprawiedliwości, wreszcie spraw zagranicznych. W międzyczasie kierowała też parlamentarną komisją legislacyjną. W 2000 r. wygrała wybory prezydenckie, a w 2004 r. została wybrana na kolejną kadencję. Bardzo wysoko oceniana przez Finów za profesjonalizm i żelazny kontakt z rzeczywistością. Na początku swojej kariery politycznej, w latach 70., prezentowała zdecydowane poglądy lewicowe, które stopniowo złagodniały. Niemniej jednak do dziś pani Halonen pozostaje niezmordowaną bojowniczką o równouprawnienie i prawa mniejszości.

Szczególny przypadek stanowi Konfederacja Szwajcarska, której prezydentem w roku 2007 jest Micheline Calmy-Rey. Z przyczyn ustrojowych, szwajcarski prezydent pełni tylko pewne funkcje reprezentacyjne, będąc w praktyce tylko primus inter pares w Radzie Federalnej. Prezydent Konfederacji nie jest wybierany w wyborach powszechnych, a przez szwajcarskie Zgromadzenie Ogólne spośród 7 członków Rady Federalnej, pełniącej zarówno funkcje rządu, jak i niejako “kolektywnej głowy państwa”. Siłą rzeczy mandat pani Calmy-Rey jest dość słaby, a rola raczej tytularna.

Inaczej sprawy mają się w przypadku Julii Tymoszenko. “Piękna Julia”, zwana też na Zachodzie “Pomarańczową księżniczką”, może i uczyniła z uroczego serduszka logo swojego ugrupowania, może i uchodzi w oczach zewnętrznych obserwatorów za wcielenie słowiańskiej kobiecości, ale nie można zapominać, że zarobiła fortunę w przemyśle gazowym, a nie jest to biznes dla naiwnych. Pani Tymoszenko jest doktorem ekonomii, bezwzględnym graczem tak politycznym, jak i gospodarczym, i żelaznym negocjatorem. Będąc jednym z najpotężniejszych ukraińskich oligarchów, na początku bieżącej dekady zaangażowała się w działalność polityczną, początkowo obejmując posadę wicepremierem ds. energetyki w rządzie Wiktora Janukowycza, pod patronatem prezydenta Kuczmy. Wkrótce zmieniła front i w 2004 r. weszła w taktyczny sojusz z Wiktorem Juszczenką, odgrywając ważną rolę w Pomarańczowej Rewolucji. Desygnowana w styczniu 2005 na stanowisko premiera, nie potrafiła współpracować z ludźmi Juszczenki i została zdymisjonowana po pół roku, przechodząc do opozycji. W wyborach parlamentarnych w 2007 r. Blok Julii Tymoszenko zdobył niemal 31% głosów, najwięcej w skonfliktowanym “pomarańczowym obozie”, dystansując ugrupowanie Juszczenki. Juszczenko, nie chcąc kontynuacji rządów Wiktora Janukowycza, musiał zgodzić się na koalicję z panią Tymoszenko, która 18.12.2007 po raz wtóry została premierem największego – wyłączywszy Rosję – kraju w Europie. Nie jest tajemnicą, że mierzy w stanowisko prezydenta w wyborach 2010 r.

Za jedną z najbardziej wpływowych kobiet świata uchodzi także – niemal nieznana w Polsce – Wu Yi, wicepremier ChRL. Siedemdziesięcioletnia pani Wu, która znaczną część życia zawodowego przepracowała na stanowiskach kierowniczych w branży petrochemicznej, jest jednym z najtwardszych chińskich negocjatorów. Od czasu sprawnego załagodzenia protestów górników po masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 r., Partia rzucała ją na najtrudniejsze odcinki – jako minister handlu zagranicznego negocjowała członkostwo Chin w Światowej Organizacji Handlu, a podczas kryzysu związanego z wybuchem epidemii SARS na Bliskim Wschodzie, została mianowana ministrem zdrowia. Od nominacji na stanowisko wicepremiera zajmuje się negocjacjami umów handlowych ChRL z azjatyckimi partnerami i pilnuje chińskiego budżetu. Szanowany dyplomata, jest uznawana za kandydata na stanowisko wiceprezydenta Chin.

Drugi co do potencjału ludnościowego kraj na świecie ma już swojego damskiego prezydenta. Od lipca 2007 r. jest nim Pratibha Patil. Kandydatka Indyjskiego Kongresu Narodowego – najstarszej partii na Półwyspie Dekan – z łatwością wygrała zeszłoroczne wybor. Starannie wykształcony prawnik, początkowo zaangażowała się w działalność filantropijną, tworząc kilka organizacji pozarządowych poprawiających dostęp do edukacji wśród ludności Indii – w szczególności kobiet. Już w wieku 27 lat trafiła do polityki i związała się z Indirą Gandhi. W latach 1972-78 była już ministrem edukacji, a po przejściu stronników Indiry Gandhi do opozycji jej pozycja była już na tyle mocna, że stała się jednym z czołowych polityków frakcji. W latach 80., a tym bardziej 90. jej aktywność polityczna osłabła, jednak pani Patil powróciła w 2004 r. jako gubernator Radżastanu. Jej rozwaga w piastowaniu tego stanowiska oraz lojalność dla politycznego klanu Gandhi-Nehru, skłoniły przewodniczącą Indyjskiego Kongresu Narodowego, Sonię Gandhi, do wysunięcia jej kandydatury na prezydenta Indii. Jako, że głos Sonii, z pochodzenia Włoszki, lecz naturalizowanej Hinduski, wdowy po premierze Rajivie Gandhim, jest w Indiach traktowany bardzo poważnie, pani Patil nie miała znaczącego kontrkandydata. Bojowniczka o prawa człowieka i poprawę statusu kobiet, jest na arenie międzynarodowej odbierana jako postępowa.

Pratibha Patil Sonia Gandhi

Azja w ostatnich latach także obrodziła w silne kobiety. Megawati Sukarnoputri, córka Sukarno, nie jest już, co prawda, prezydentem Indonezji, ale od 2001 r. funkcję głowy państwa na Filipinach sprawuje Gloria Macapagal-Arroyo, córka Diosdado Macapagala. Pani prezydent jest profesorem ekonomii o niebagatelnym doświadczeniu państwowym – od końca lat 80. sprawowała funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Przemysłu i Handlu, potem zasiadała w Senacie, a następnie była zastępcą prezydenta Josepha Estrady. Zastąpiła go na urzędzie po dymisji wywołanej protestami ulicznymi, a następnie już na własną rękę wygrała wybory w 2004 r. Gloria Arroyo dba o silne więzy z USA i krajami basenu Pacyfiku, a rozwój gospodarczy kraju uczyniła fundamentem swojej prezydentury – ma na tym polu spore osiągnięcia. Stara się też powoli przekształcić Filipiny z republiki prezydenckiej w parlamentarną, co już tak łatwo nie idzie. Nie oszczędziły jej kłopoty wewnętrzne – w lutym 2006 r. zdecydowała się wprowadzić w kraju na tydzień stan wyjątkowy po wykryciu spisku wojskowego zmierzającego do zamachu stanu. Aresztowano wielu oficerów i grupę lewicowych polityków, którzy zostali później skazani za działania antykonstytucyjne. Gloria Arroyo uchodzi za jedną z najbardziej wpływowych kobiet w polityce światowej.

Gloria Arroyo

Od kobiet na najwyższych stanowiskach państwowych nie jest wolna i Oceania. Helen Clark jest od 1999 r. nieprzerwanie premierem Nowej Zelandii – w 2005 r. rozpoczęła swoją trzecią kadencję na urzędzie. Pani Clark, reprezentantka Partii Pracy, od 1981 r. zasiada w nowozelandzkim parlamencie. W latach 1987-1990 była ministrem w dwóch lewicowych rządach, odpowiedzialnym za sprawy społeczne oraz zdrowie. W kolejnych 3 latach, spędzonych w opozycji, ugruntowała sobie opinię wyrazistego polityka, i po zwycięstwie wyborczym w 1993 r. stawiła czoło swojemu promotorowi, Mike’owi Moore. Odtąd jej pozycja w partii jest niezagrożona. Helen Clark prowadzi politykę społeczną zorientowaną na ograniczenie rozwarstwienia społeczeństwa i silnie prorodzinną. Przy stabilnym, choć niezbyt imponującym tempie rozwoju gospodarczego, zjednało jej to wielką popularność w kraju. Nowa Zelandia prowadzi politykę nieangażowania się na arenie międzynarodowej oraz równouprawnienia we wszystkich dziedzinach życia. Pani Clark postuluje także wprowadzenie w Nowej Zelandii ustroju republikańskiego i zerwanie z formalną podległością wobec brytyjskiej monarchii.

Również Afryka ma swoje damy stanu. Ellen Johnson-Sirleaf została w 2005 r. wybrana prezydentem znękanej wojną domową Liberii – jako ciekawostkę można potraktować fakt, iż jej najpoważniejszym kontrkandydatem był wybitny kiedyś piłkarz George Weah. Ellen Johnson jest wykształconą na Harvardzie ekonomistką, która po powrocie do Liberii została wiceministrem finansów w rządzie prezydenta Tolberta, którego wkrótce, w 1980 r. obalił jednak plemienny watażka Samuel Doe, wpędzając kraj w otchłań wojny domowej. Po krytyce nowego prezydenta trafiła do więzienia, ale uratowały ją kontakty z USA. W następnych latach Doe został obalony i zamordowany przez Charlesa Taylora, któremu Ellen Johnson rzuciła wyzwanie startując przeciwko niemu w wyborach prezydenckich. Przegrała i musiała ponownie uchodzić z kraju. Przez cały ten czas pracowała zawodowo w sektorze bankowym – na kierowniczych stanowiskach w Banku Światowym i Citibanku. Ma na swoim koncie kilka publikacji ekonomicznych. Gdy po ucieczce Taylora wróciła ponownie do Liberii, została powitana jak bohaterka opozycji i stanęła na czele Partii Jedności. W 2005 r. dużą przewagą głosów pokonała George’a Weaha i odtąd stara się ustabilizować sytuację w kraju. W 2007 r. pani Johnson-Sirleaf wprowadziła w Liberii obowiązek szkolny na poziomie podstawowym.

Powyższa galeria stanowi jedynie subiektywny przegląd najważniejszych postaci polityków-kobiet na świecie. Niewątpliwie można do tej grupy zaliczyć jeszcze wiele innych ciekawych postaci, jak Luisę Dias Diogo, premier Mozambiku, czy Dalię Itzik, przewodniczącą Knessetu, która pełniła funkcję prezydenta Izraela po dymisji Mosze Katsava. Jednak moją intencją było jedynie zasygnalizowanie roli kobiet w polityce światowej, a nie kompendium wiedzy o damach stanu. Jeśli uda mi się w ten sposób zainicjować dyskusję na temat roli kobiet w polskiej polityce, będę zadowolony.

 

PS. Z ostatniej chwili. Dzisiaj zginęła w zamachu w Rawalpindi Benazir Bhutto, kolejna z kobiet, które odcisnęły swoje piętno na polityce w Azji. Pani Bhutto była pierwszą kobietą, która została premierem postkolonialnego kraju muzułmańskiego – w latach 1988-1989 sprawowała tę funkcję w Pakistanie do swojego odwołania pod zarzutem domniemanej korupcji. W latach 1993-1996 ponownie zajmowała fotel premiera i znów została zdymisjonowana. W 2007 r. powróciła z uchodźstwa do kraju. Miała poprowadzić swoją Pakistańską Partię Ludową do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych rozpisanych na styczeń 2008 r. Jako najpopularniejszy polityk w kraju, zagrażała zarówno prezydentowi Musharrafowi, z którym ostro ścięła się po wprowadzeniu przez niego stanu wyjątkowego, jak i radykalnym islamistom, dążącym do destabilizacji kraju i przejęcia władzy w drodze zamachu stanu. Pisałem o sytuacji w Pakistanie 6 listopada. Śmierć Benazir Bhutto dowodzi po raz kolejny, że zachodni model demokracji w Azji – a w szczególności w krajach niejednorodnych etnicznie, religijnie, czy kulturowo – nie może funkcjonować prawidłowo tak długo, jak długo społeczeństwa tych krajów nie uznają en masse wartości, które leżą u podstaw koncepcji demokracji. Wiele wskazuje, że za śmierć pani Bhutto, ostatniego przedstawiciela klanu, odpowiadają fundamentaliści, którzy genialnym jednym ciosem pozbyli się rywala i osłabili Musharrafa.

Explore posts in the same categories: polityka międzynarodowa, świat

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

One Comment on “Dama stanu”

  1. Lukasz83s Says:

    “Państwa upadają, gdy kobiety rządzą sprawami publicznymi” – Napoleon Bonaparte

    i jest w tym duzo prawdy…


Comment: