Czarny Piotruś czy karta przetargowa?
Julia Pitera przed Świętami przedstawiła premierowi raport nt. nadużyć CBA. Okazało się, że takich nie było… A właściwie, że raport był tak słaby, ze nie wystarczyłby do odwołania Mariusza Kamińskiego. Pitera trochę od tego czasu straciła ze swojego „parcia na szkło”, miała też dość samokrytycyzmu, aby odrzucić propozycję objęcia stanowiska szefa CBA. A Kamiński nie tylko wygrał pierwsze starcie z Platformą, ale na pocieszenie dostał od Tomasza Sakiewicza tytuł Człowieka Roku 2007.
Donald Tusk musiał przełknąć świadomość, że nie ma w tym momencie możliwości pozbycia się piątej kolumny PiS z CBA. Pisana przez Mariusza Kamińskiego dla siebie ustawa o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym mówi, że jego szef może być odwołany jedynie w dwóch przypadkach: jeśli zostanie skazany za przestępstwo lub kiedy nie wykazuje „nieskazitelnej postawy moralnej, obywatelskiej i patriotycznej”. Nie wiadomo jeszcze, czy Kamiński popełnił jakiekolwiek przestępstwo – czy to w związku z akcją w Ministerstwie Rolnictwa, czy to w sprawie Sawickiej. Trudno skwantyfikować „nieskazitelną postawę”, więc równie trudno ją zanegować. Piterze się tego nie udało – trzeba więc czekać na wyniki dochodzenia. Trzeba pamiętać, że Tusk musi mieć bardzo silne dokumenty, żeby Kamińskiego zdjąć - tak ze względu na umocowanie ustawowe, jak i na larum, jakie niewątpliwie podniesie PiS w razie zmiany na stanowisku szefa CBA. Nie wystarczą do tego argumenty dostarczone przez Piterę, że np. CBA zakupiło broń i amunicję na parę dni zanim zostało do tego upoważnione - Kamiński to nie Al Capone, tylko znany uprzednio z uczciwości ideowy lider walki z korupcją, stojący na czele służby, która zajmuje się sferą życia publicznego, którą obie partie prawicowe uczyniły swoją wizytówką.
Widać też, że i w samej PO nie ma jednomyślności co do dalszych losów CBA. Nie jest to tak bardzo zdumiewające, biorąc pod uwagę, że Platforma za powołaniem urzędu antykorupcyjnego głosowała, a jej szef był przez czołówkę PO jeszcze rok temu uznawany za niezłomnego idealistę. Tusk zapowiedział, że chce mieć uczciwego, sprawnego szefa Biura, ale nie wykluczył, ze Kamiński może na stanowisku pozostać. PO ma wiele do stracenia w odbiorze społecznym, bo każdy niebaczny ruch przyniesie echo dawnego hasła “liberały-aferały” ukutego przez przeciwników politycznych dla KLD, dawnej formacji środowiska obecnego premiera.
Z tych właśnie powodów Tusk dla „Newsweeka” powiedział dość jednoznacznie, że szef Biura na stanowisku na jakiś czas pozostanie – i raczej można to założyć z dużym prawdopodobieństwem, niezależnie od wyniku spotkania pomiędzy panami, planowanego na nadchodzący tydzień. Zaryzykuję stwierdzenie, że na spotkaniu zostanie ubity pewien biznes - Tusk zaniecha ataków na CBA, a Kamiński wycofa się w cień i będzie współpracował z premierem. Niewykluczone, że jego osoba może stać się kartą przetargową w rozgrywkach między PO a PiS. Ostatecznie, Kamiński bez wsparcia Jarosława Kaczyńskiego jako premiera i Zbigniewa Ziobro jako ministra sprawiedliwości nie jest już zbyt groźny, a na pierwszy plan wysuwa się raczej konieczność zmiany ustawy o CBA. Kto wie, może porozumienie będzie wyglądać tak, że liderzy Prawa i Sprawiedliwości przymkną oczy na nowelizację, jeśli Kamiński pozostanie szefem Urzędu? Na miejscu Tuska w obecnych okolicznościach dążyłbym prawdopodobnie właśnie do takiego rozwiązania.
Tags: polityka, Tusk, Pitera, korupcja, Mariusz Kamiński, CBA, układ, kompromis
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
styczeń 7, 2008 at 1:54 przed południem
ymm uscislajac. Tusk powiedział dokladnie że i tutaj cytuje: - Chcę do tego podejść rzetelnie. Nie wykluczam, że rozmowa z Kamińskim ODROCZY WYROK”
Pytanie jaki wyrok? Trzeba chyba rozumiec, ze nie sa wazne argumenty skoro wyrok juz zapadl!!! To sie dopiero nazywa uczciwe i rzetelne podejscie do tematu
styczeń 7, 2008 at 10:35 przed południem
Racja. Ta wypowiedź także zapadła mi w pamięć. Niezależnie od tego, wciąż mam wrażenie, że wokół Kamińskiego zostanie ubity jakiś interes.