Bliskowschodnia gruba kreska

Sobotnie wydarzenie w Iraku dowiodło, że zasada tzw. grubej kreski lepiej sprawdza się przy zmianach ustrojowych niż trybunały rewolucyjne. Administracja prezydenta Busha potrzebowała ponad 4 lat, aby zrozumieć znaną prawdę historyczną, którą przerobili już Danton i Robespierre. 12 stycznia iracki parlament przegłosował ustawę, która pozwala członkom partii Baas ubiegać się o funkcje publiczne.

Delegalizacja partii Baas w 2003 była jednym z pierwszych posunięć amerykańskich władz okupacyjnych w Iraku (inny odłam tej, głoszącej ideologię panarabskiego odrodzenia w duchu socjalistycznym, formacji sprawuje władzę w Syrii w postaci prezydenta Assada, który schedę objął po swoim ojcu). Szacuje się, że ok. 150 tys. ludzi, sprawujących wszystkie ważniejsze stanowiska w hierarchii państwowej dostało zakaz udziału w życiu publicznym. Krok ten przyniósł lawinę dramatycznych konsekwencji – wyrzucił poza strefę legalnej polityki członków dotychczasowej monopartii, na czele której stał Saddam Husajn, i przyczynił się tym samym w ogromnym stopniu do wybuchu sunnickiego powstania w delcie Eufratu i Tygrysu. Pomysł wzorowany był na denazyfikacji Niemiec po 1945 r., jednak o ile w przypadku pierwowzoru nowo powstałe państwo miało z czego czerpać kadry, w Iraku okazało się to niemożliwe.

Nowa ustawa z jednej strony potępia działalność Baas jako zbrodniczą, lecz z drugiej dopuszcza do podjęcia pracy w administracji wielu członków partii Husajna, z wyjątkiem tych sprawujących za jego rządów najwyższe stanowiska, oraz pracowników służby bezpieczeństwa. Ustawa przewidziała trzymiesięczny okres weryfikacji członków Baas, po którym nie będą oni mogli być sądzeni za działania, jakich dopuścili się przed amerykańską interwencją. W przypadku najwyższych funkcjonariuszy partii, którym nadal nie będzie wolno brać udziału w sprawowaniu władzy, ustawa przewidziała możliwość przyznania państwowych emerytur.

W Iraku, jak w przypadku niemal każdej jednopartyjnej dyktatury, niemal w każdym przypadku osoba z pewnymi aspiracjami zawodowymi musiała należeć do partii rządzącej, liczącej 2,5 mln członków. Wiele z tych osób, pomimo braku zaangażowania w zbrodnie reżimu Saddama, przed niemal pięcioma laty utraciła środki do życia. Jednocześnie – jako że urzędnicy do Baas należeli bez wyjątku – kształtujące się władze irackie nie dysponowały nawet śladowym w miarę kompetentnym aparatem urzędniczym. Całkowite przerwanie ciągłości funkcjonowania administracji doprowadziło kraj do zapaści, a poziom korupcji i niekompetencji urzędników znacznie przekroczył stadium, jaki osiągał za Saddama.

Iracki parlament jest bytem sparaliżowanym wewnętrznymi utarczkami pomiędzy różnorodnymi frakcjami. Jego mandat jest słaby, bowiem sunnici w większości zbojkotowali wybory w 2005 r. Władze centralne utrzymują się wyłącznie dzięki obecności wojsk amerykańskich. Wszystko to jest prawdą, ale faktem jest, że ustawa dopuszczająca byłych członków Baas do udziału w życiu publicznym może być ważnym krokiem w kierunku jakiejś formy wewnętrznego porozumienia w Iraku.

George Bush pochwalił działania władz irackich zmierzające do unormowania sytuacji w kraju i narodowego pojednania:

It’s an important step toward reconciliation, it’s an important sign that the leaders of that country understand that they must work together to meet the aspirations of the Iraqi people.

Lepiej późno, niż wcale. Po co tylko było próbować wprowadzać nowy ustrój metodami jakobińskiej czystki? Neokoni są najwyraźniej na bakier z interpretacją historii. Casus iracki chciałbym zadedykować także rodzimym rewolucjonistom spod znaku Antoniego Macierewicza.

 

Explore posts in the same categories: polityka międzynarodowa, świat

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Comment: