O Bandzie Trojga, spisku i obiektywizmie dziennikarskim

Miałem nie pisać o ochronie zdrowia, dopóki nie zapoznam się z pakietem nowych ustaw, ale przeczytałem dziś niezwykły artykuł. 16.01 w Gazecie Polskiej, pod tytułem „Grupa rozgrywająca szpitale”, ukazał się tak zdumiewająco piramidalny stek bzdur i insynuacji, że łamię niniejszym powzięty uprzednio zamiar. Wiele wskazuje, że IV RP nie umarła 21.10.07, a jej retoryka trzyma się mocno.

Przez ostatnie kilka tygodni o systemie ochrony zdrowia mówią wszyscy, w większości bez rudymentarnej wiedzy - inną rzeczą jest, że o konkretach nie mówi rząd; ale cóż, poczekajmy na teksty ustaw, zanim będziemy się nad nimi znęcać. Niemniej jednak nikomu przed redaktorem Misiakiem nie udało się powiązać Beaty Sawickiej z Jerzym Hausnerem, Aleksandrem Kwaśniewskim i Michałem Bonim. Duża sztuka ale, jak widać, wykonalna dla tuzy polskiego dziennikarstwa.

Red. Misiak demaskuje tzw. Grupę Rozgrywającą Szpitale (GRU, tfu, GRS), niezawodnie element frontu rozciągającego się od „Faktów i mitów” po Gazetę Wyborczą, różne telewizje i Platformę Obywatelską. Wychodzi od mitycznego Planu Sawickiej, która - jak wiemy od egzegetów PiS - wraz z dwójką niecnych współpracowników, Grzegorzem Schetyną i Ewą Kopacz, zamierzała poprzez komercjalizację doprowadzać polskie szpitale do ruiny, co umożliwiałoby Obcym Kapitalistom przejmowanie ich za bezcen, aby następnie wyzyskiwać Lud, zmuszając go do płacenia za leczenie. To już znamy, ale dzielny tropiciel z Gazety Polskiej poszedł dalej. Wskazuje on mianowicie głównego Szwarccharaktera, fundusz venture capital, powołany nomen omen ze środków Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości (Ha! Amerykański rząd maczał w tym kapitalistyczne paluchy…), z którym (uwaga!) przez wiele lat związany był Michał Boni, bliski współpracownik Tuska, a wcześniej m.in. minister w rządzie Mazowieckiego i doradca Hausnera. Nasz dzielny śledczy przypomina, ze Boni wraz z Hausnerem proponowali już w 2005 r. możliwość komercjalizacji ZOZów, który to pomysł raz odrzucony, inny członek spisku, Aleksander Kwaśniewski, złożył do laski marszałkowskiej jako inicjatywę prezydencką. Redaktor Misiak pyta przenikliwie:

Czy premier Donald Tusk wiedział o roli, jaką Michał Boni pełnił w funduszu zainteresowanym polskim rynkiem usług medycznych, gdy rozważał jego kandydaturę na szefa doradców m.in. w sektorze ochrony zdrowia? Jeśli wiedział, co kierowało szefem rządu, że powierzył Boniemu rolę „opiekuna” nad reformą systemu ochrony zdrowia?

Wszystko to jest tak idiotyczne, ze gdyby głupota miała skrzydła, to środowy numer Gazety Polskiej fruwałby jak gołębica. Misiak przeprowadził gruntowny research, aby wesprzeć swoją tezę o liberalno-lewicowym spisku zmierzającym do prywatyzacji ochrony zdrowia w Polsce, ale pominął wszystkie fakty, które jego tezy nie potwierdzają. Wskazuje np. na zaangażowanie EI na rynku medycznym w Polsce, ale zapomina jakoś wspomnieć, że fundusz w połowie 2007 r. sprzedał Medycynę Rodzinną innej instytucji finansowej Mid Europa Partners, która stara się głównych graczy rynku medycznego – ta ostatnia już dla Misiaka nie jest tak interesująca, bowiem nie jest związana z żadnym aktualnym ministrem.

Michała Boniego pobieżnie znam. Dał się poznać jako jeden z czołowych legislatorów w naszym kraju, doskonały ekspert w dziedzinie polityki społecznej i człowiek bardzo zaangażowany w promocję dialogu społecznego. Jeśli red. Misiak pyta, co kierowało premierem, gdy powoływał go na stanowisko szefa doradców, zgaduję, że była to długoletnia znajomość i szacunek, uznanie dla jego doświadczenia w pełnieniu stanowisk państwowych i rozumienie mechanizmów rynkowych. Żałuję, że z powodu podpisania przez niego w 1985 r., jako młodego naukowca i działacza “Solidarności”, deklaracji współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, Tusk zrezygnował z powołania go na stanowiska szefa resortu pracy i polityki społecznej. Cóż, może to i lepiej, bo obecnie może ratować pakiet ustaw, z którymi nie radziła sobie Ewa Kopacz. Że Boni od 1994 r. zarabia w Enterprise Investors jako doradca ds. zasobów ludzkich? A z czego ma żyć? Jeśli Enterprise Investors płaci dobrze - a płaci - za wiedzę ekspercką, to dlaczego Boni ma dla nich nie pracować? Jeśli red. Misiak doszukuje się tu konfliktu interesów, to znaczy, że styka się wyłącznie z ludźmi, którzy nie potrafią oddzielić interesu prywatnego od publicznego.

Red. Misiaj zatytułował “Niezależni” eksperci (pisownia oryginału) ustęp swojego artykułu, poświęcony składowi grupy opracowujących na zadanie Jerzego Hausnera schemat restrukturyzacji systemu opieki zdrowotnej (już PO odejściu z resortu niesłychanie szkodliwego Mariusza Łapińskiego). Tymi zależnymi (już bez cudzysłowu), w domyśle, od biznesu, ekspertami są właśnie Boni oraz Adam Kruszewski. Kruszewski, także związany z EI, wcześniej doradzał w rządzie Jerzego Buzka Leszkowi Balcerowiczowi, był dyrektorem medycznym Medicover, a wcześniej szkolił się w zakresie systemowych rozwiązań w ochronie zdrowia w Stanach Zjednoczonych. Jak widać są to stanowiska skutecznie dyskwalifikujące delikwenta w zakresie doradzania rządowi w sprawie reformy opieki zdrowotnej. Znacznie bardziej niezależnymi, i jak mniemam, w ocenie red. Misiaka bardziej kompetentnymi, ekspertami byliby np. Bolesław Piecha czy Alfred Budner, na którego słowa rzeczony śledczy się powołuje.

Sprawę ustawy umożliwiającej komercjalizację ZOZ doskonale pamiętam i znam niejako od wewnątrz. W lutym 2005 r. została skierowana do Sejmu jako projekt rządowy, ale wówczas Marek Belka miał już mniejszościowe poparcie, a opozycja solidarnie krytykowała możliwość przekształcania szpitali w spółki. Pomysł upadł. Nie było to zresztą zaskoczeniem, bo wówczas wewnątrz rządu panowały tarcia między Jerzym Hausnerem a Markiem Balickim. Hausner miał, jako jeden z bardzo nielicznych polityków, rzeczywistą, kompleksową wizję naprawy systemu, forsował jednak koncepcję tzw. SUPów, spółek użyteczności publicznej, które miały, w skrócie, zabezpieczać szpitale przed dziką prywatyzacją. Pomysł był atakowany ze wszystkich stron - socjaliści z lewego skrzydła SLD oraz PiS, a w pewnym stopniu i PO, podniosły wrzawę, że umożliwia wyprzedaż majątku narodowego, zaś środowiska dyrektorów szpitali czy organizacje samorządów uznawały je za twór sztuczny, wprowadzony jako proteza normalnych spółek prawa handlowego. Ustawa zmierzała do zapobieżeniu zadłużania się szpitali - bowiem wtedy właśnie największe nasilenie przybrały problemy związane z tzw. “ustawą 203″, a Belka, Hausner czy Balicki widzieli, że brak ustawodawstwa regulującego przekształcenia własnościowe to bomba z opóźnionym zapłonem, która doprowadzi do wybuchu społecznego. Oczywiście nie mogli wiedzieć, że nastąpi on na przełomie 2007 i 2008 r. Podstawowym założeniem tekstu było powiązanie udzielenia korzystnej, umarzalnej pożyczki na oddłużenie ZOZów z wdrożeniem w nich programu restrukturyzacyjnego, który byłby niejako nagradzany możliwością przekształcenia w spółkę z wszelkimi korzyściami wiążącymi się z tą formą prawną, w tym możliwością emisji własnych obligacji czy wykonywania odpłatnych usług także poza kontraktem z NFZ.

Aleksander Kwaśniewski na prośbę Belki zgodził się w szybkim trybie zgłosić nieco poprawiony projekt jako inicjatywę prezydencką, ale było już za późno - większość parlamentarna myślała już o jesiennych wyborach, zaczynały się protesty górników, a Miller próbował ratować poparcie społeczne dla SLD. Możliwość przekształcenia w spółki wypadła z treści ustawy, przeszło po raz kolejny rozdawnictwo publicznych pieniędzy na oddłużenie szpitali, choć wciąż powiązane z wdrożeniem programu restrukturyzacyjnego. Dziecko było niechciane i mało kto płakał po jego śmierci. Tak wyglądał lewicowo-liberalny spisek red. Misiaka.

Plan Sawickiej i GRS to wydmuszka, byt wirtualny. Sawicka wiedziała, że ustawy umożliwiające komercjalizację SP ZOZ znajdą się w agendzie Tuska. Wszyscy wiedzieli. Ja też wiedziałem, bo to jedyna szansa, żeby powstrzymać degenerację systemu ochrony zdrowia w Polsce. Z tym, że ona próbowała nieudolnie sprawić wrażenie, że może wpływać na sam proces i wyciągnąć z tego dla siebie jakieś korzyści majątkowe. Nieraz widziałem takie zachowania: jeżeli osoba dysponuje wiedzą o czymś, co ma się zdarzyć, której wydaje się nie mieć ktoś inny, kto zamierza zapłacić tej osobie za przeprowadzenie tej czynności, istnieje wielka pokusa, aby wziąć pieniądze i obserwować tylko, jak czynność jest realizowana. Nie każdy potrafi się tej pokusie oprzeć - pazerna i egocentryczna posłanka z Legnicy nie potrafiła.

Red. Misiak w środę osiągnął Mount Everest dziennikarskiej nierzetelności. Warto czytać jego artykuły, bo mam przeczucie, że jeszcze nie raz dostarczy nam wiele rozrywki.

Explore posts in the same categories: lewica, rząd, zdrowie

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Comment: