Koszyk niezgody

Platforma Obywatelska zapowiadając pakiet ustaw zmierzających do poprawy sytuacji w systemie ochrony zdrowia, wyeksponowała m.in. konieczność “błyskawicznego” przygotowania koszyka świadczeń niegwarantowanych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. 11.01 minister Twardowski podczas Zjazdu Krajowego Lekarzy, że do końca miesiąca koszyk zostanie przedstawiony. Słuchając jednak latających we wszystkie strony komunikatów mam wrażenie, że ponownie do tematu zabrano się od tyłu.

Dziennik 17 stycznia opublikował fragmentaryczną listę świadczeń, jakie Ministerstwo Zdrowia nieoficjalnie jeszcze planowało zakwalifikować do grupy częściowo lub całkowicie odpłatnych. Nie zamierzam wchodzić w szczegóły, choć w niektórych punktach wydała mi się ona dyskusyjna, natomiast warto zauważyć erupcję oburzenia jaką wywołała publikacja. Konsultanci medyczni nie zostawili na propozycji suchej nitki, a resort rakiem wycofał się na z góry upatrzone pozycje. 21 stycznia Gazeta Wyborcza wydrukowała wywiad z Rafałem Niżankowskim, byłym wiceministrem zdrowia, który w dość nieszczęśliwych okolicznościach został odwołany w grudniu 2004 r., obecnie szefem rady konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznych. Prof. Niżankowski krytykuje marny poziom zaawansowania prac nad koszykiem za Religi (słusznie) i wskazuje konieczność parlamentarnej dyskusji nad jego kształtem. Mówi:

Decyzja o koszykach świadczeń medycznych to jedna z najbardziej politycznych decyzji tego roku. I politycy muszą w tym dziele brać aktywny udział i nie mogą tego zlecić wyłącznie “fachowcom”.

W tym momencie byłbym ostrożny – jeśli prof. Niżankowski mówi o kryteriach konstrukcji koszyka (tj. włączenia i wyłączenia świadczeń na listę), zgoda. Jeśli natomiast chodzi mu o parlamentarną debatę nad listą procedur, to jestem święcie przekonany, że nic dobrego by z niej nie wynikło. Żaden poseł nie zgodzi się na wyłączenie z koszyka świadczeń gwarantowanych pozycji, które przyniosłyby mu utratę głosu elektoratu. W ten sposób debata taka skończyłaby się okrojeniem koszyka negatywnego do jednej strony zawierającej świadczenia stomatologiczne i zbędne ze zdrowotnego punktu widzenia operacje plastyczne, i tak obecnie płatne, co nie miałoby najmniejszego sensu.

Pozwolę sobie przytoczyć argumenty Krzysztofa Łandy, niewątpliwie jednego z najlepszych w kraju ekspertów w dziedzinie oceny technologii medycznych, zawarte w korespondencji na jednej z branżowych grup dyskusyjnych (mam nadzieję, że Krzysztof się nie obrazi za popularyzację jego poglądów, z którymi w ogromnym stopniu się zgadzam).

Decyzja o wprowadzeniu koszyka świadczeń (niezależnie, czy ma on charakter pozytywny, czy negatywny), jest trudnym posunięciem politycznym, zmierzającym do koniecznego uszczelnienia systemu. Trudnym, bo mały koszyk negatywny (bądź rozdęty pozytywny) nie będzie miał najmniejszego znaczenia dla finansów ochrony zdrowia, nie mówiąc już o tym, że nie stanowiłby on dla prywatnych ubezpieczycieli wystarczającej przesłanki do zaoferowania polisy o adekwatnym zasięgu. Zanim jednak eksperci, o których mówi prof. Niżankowski, zaproponują koszyk, politycy muszą na możliwie najwyższym szczeblu uzgodnić kryteria włączenia i wykluczenia świadczeń z takiego koszyka, a więc zestaw twardych przesłanek, które będą determinować, czy każde z rozpatrywanych świadczeń powinno, czy nie powinno być finansowane w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Te kryteria mogą być zdefiniowane w różny sposób, ich zakres może być w pewnym stopniu przesuwany na etapie debaty politycznej, ale gdy zostaną już uzgodnione, muszą być w restrykcyjny sposób przestrzegane na etapie eksperckich prac nad koszykiem. Więcej np. w dokumencie Magdy Blicharz przygotowanym dla CEESTAHC i opublikowanym na stronach AOTM.

Na poziomie systemowym nie mają znaczenia świadczenia tanie, skuteczne świadczenia realizowane w prostych wskazaniach, jak przysłowiowe już leczenie kurzajek. Cały problem (również społeczny) w świadczeniach drogich, w przypadku których nie ma jasności, czy są skuteczniejsze od powszechniej stosowanych tańszych procedur, brakuje dowodów skuteczności, o kwestionowanej skuteczności lub powodujących ryzyko zdrowotne przewyższające oczekiwane efekty zdrowotne, a także skutecznych, ale niepomiernie drogich. Technologie te stosowane są zazwyczaj u bardzo ograniczonej grupy chorych, ale generują nieproporcjonalnie duży koszt po stronie płatnika. Właśnie w ich przypadku konieczne jest określenie kryteriów włączenia.

Właściwym podejściem do problemu koszyka wg Łandy byłoby określenie barier wejścia dla nowych technologii. Chodzi zatem o przyjęcie kryteriów, przez które będą musiały przejść niefinansowane jeszcze w Polsce przez NFZ metody leczenia, aby dostać zgodę na sfinansowanie ich w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Gdy taki system będzie gotowy, można go będzie stopniowo używać do weryfikowania świadczeń już w Polsce stosowanych, nie zawsze z korzyścią dla pacjenta i płatnika.

Pamiętam powszechne niezrozumienie dla takiej kolei rzeczy wyrażane za Balickiego. Za Religi nie było lepiej – zabrano się koszyk bez określenia kryteriów, czyli fundamentu koncepcji. Wygląda na to, że także Ewa Kopacz powiela błędy poprzedników. Nie kwestionuję jej dobrych intencji, ale wiadomo, że właśnie nimi jest piekło wybrukowane.

PS. Przeczytałem dzisiaj w Gazecie Prawnej, że Ministerstwo Zdrowia chce uzależnić możliwość przekształcenia SP ZOZ w spółkę prawa handlowego od wyniku tajnego głosowania załogi. Krótko mówiąc, ustawodawca znowu się cofnął z obawy, żeby nie zarzucono mu realizacji “planu Sawickiej”. Pomysł wydaje mi się na pierwszy rzut oka kuriozalny, ale ustawy jeszcze nie miałem możliwości przeczytać.

Explore posts in the same categories: PO, rząd, zdrowie

Tags: , , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Comment: