Hiperrzecznik

35-letniemu Michałowi Kamińskiego stanowisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP odpowiedzialnego za politykę medialną najwyraźniej służy. Polska Konstytucja nie przewiduje funkcji wiceprezydenta (poniekąd rolę taką pełni marszałek Sejmu), jednak Kamiński ciężko pracuje nad uzyskaniem takiej faktycznej pozycji. W porównaniu do prezydenckiego ministra sympatyczna pani Agnieszka Liszka, niemal jego równolatka i rzecznik rządu, jest jak dziecko we mgle. Co gorsza dla niej, Donald Tusk dodatkowo ją marginalizuje, osobiście zabierając głos w mediach w sprawach najważniejszych. Kto wie, jak wygląda Agnieszka Liszka? Dziękuję. Kto nie wie, jak wygląda Michał Kamiński?


Dla tych, którzy nie wiedzą:

W pewnym zakresie nie sposób nie podziwiać Michała Kamińskiego. Prezydencki minister jest wulkanem energii, niestrudzoną twarzą bastionu obozu narodowego na Krakowskim Przedmieściu. Nie tylko jednak pracowitości, arogancji i “parciu na szkło” zawdzięcza sukces – nie śmiałbym odmówić mu inteligencji; zgodnie z moimi informacjami typowi pisowczycy w KPRP drżą przed ciętym językiem ministra. Biorąc pod uwagę jego wiek, osiągnął już bardzo wiele i jestem gotów się założyć, że nie jest to ani kres jego aspiracji, ani szczyt kariery. Kamiński rozgościł się na dobre w Dużym Pałacu, usuwając w cień swojego pryncypała, który nie czuje się najlepiej w stanie permanentnego konfliktu nakręcanego przez Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi. Kto wie, w jakim gabinecie dzisiejszy prezydencki minister będzie zasiadał za 15 lat? Świat, to za mało.

Kamińskiemu – i Adamowi Bielanowi, do którego otoczenie Kaczyńskiego najwyraźniej jednak ostatnio straciło do pewnego stopnia zaufanie – przypadła chwała pogromców Donalda Tuska w wyborach parlamentarnych 2005. Stworzonemu przez nich przekazowi komunikacyjnemu chwytliwej, choć najzupełniej fałszywej alternatywie “Polska solidarna vs. Polska liberalna”, a także koncepcji podłego Układu, który swymi mackami oplótł salony (kolejne słowo-klucz) oraz po równo, lewicowych i liberalnych polityków wraz z czyhającymi na “grosz publiczny” (JK) przekupnymi biznesmenami, Prawo i Sprawiedliwość zawdzięcza jakoby zwycięstwo w wyborach sprzed 2,5 roku. W mojej ocenie było ono raczej konsekwencją nastrojów społecznych, związanych z ujawnianymi aferami, rozpadem lewicy i obietnicą polityki opartej na wartościach w miejsce cynicznego pragmatyzmu, nie zaś geniuszem pary spin doktorów PiS. To jednak rzecz wtórna, Kamiński zebrał owoce.

W 2007 r. Michał Kamiński został ściągnięty na Krakowskie Przedmieście z Brukseli – zrezygnował z mandatu europarlamentarzysty, aby móc rzucić się w wir polityki krajowej. Wielu posłów w Brukseli czuje się jak na zesłaniu, poza obiegiem i wpływem na polską scenę polityczną – sztandarowym przykładem jest Ryszard Czarnecki, specjalista od blogów. Jestem przekonany, że także Kamińskiemu dokuczała nuda, a w dodatku uciążliwa dla rodziny mogła być konieczność ciągłego podróżowania polityka na trasie Warszawa-Bruksela.

Prezydencki minister jest ekspertem w dziedzinie modelu uprawiania polityki opartej na eskalowaniu konfliktu. Otoczenie Kaczyńskich chętnie odwołuje się do myśli Carla Schmitta jako inspiracji dla swoich działań. W tym ujęciu esencją polityki jest walka, a z walką związany jest strach. Strach należy do najsilniejszych emocji, stąd odwołując się do niego można wychować sobie grupę lojalnych popleczników. Niestety, będą to ludzie o dość niskiej świadomości, a oddziałując na nich strachem, antagonizuje się wszystkich pozostałych, co zaobserwowaliśmy 21 października. Niech mnie nienawidzą, byleby się bali, jak podobno powiedział Kaligula. Czy premier Jarosław Kaczyński nie postępował w myśl tej maksymy? Kamiński był jednym z czołowych wykonawców jego polityki. Polacy mają jej już dosyć, pytanie, czy Michał Kamiński ma łagodniejsze, bardziej merytoryczne oblicze. Błyskawiczna kariera niewątpliwie pociągnęła za sobą trudną do zniesienia dla wyborców arogancję, a tę może wyleczyć chyba tylko bolesny upadek. Kamiński jest skonfliktowany także z najbliższymi współpracownikami Lecha Kaczyńskiego, do których należy np. Anna Fotyga, ale cieszy się zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego. Niespójne manewry Dużego Pałacu są poniekąd spowodowane tym wewnętrznym konfliktem, walką buldogów pod dywanem, co do której trudno przewidzieć, jak na dłuższą metę się skończy.

Od dnia wyborów parlamentarnych Michał Kamiński – z pominięciem krótkiego urlopu – praktycznie nie wychodzi z telewizora. Przegląd wybranych wypowiedzi prezydenckiego ministra w ciągu ostatnich 3 miesięcy opublikowała 29 stycznia 2008 r. Agnieszka Kublik. Wydaje się, że atmosfera permanentnego konfliktu coraz bardziej szkodzi pracodawcy Kamińskiego – ale cóż, trawestując znane przysłowie, kto sporem wojuje, od sporu ginie. Niekompetencja w zakresie sprawowania funkcji urzędniczych oraz buta dworu Kaczyńskiego, ciągnie wizerunek Prezydenta w kierunku dna. Wnioski zainteresowany powinien wyciągnąć sam.

Garść cytatów z Michała Kamińskiego (innych, niż przytoczone przez Agnieszkę Kublik):

Gdybyśmy mieli mierzyć skalę sukcesu, to jeżeli za zero przyjmiemy to, co zostawiły w spadku rządy lewicy, to, co podpisał Marek Belka, jeżeli to przyjmiemy za punkt zero, to dzisiaj mamy zero +10. (…) Jeżeli od zera do 10, to nie jest postęp, to ja jestem chudą dziewczynką. (o szczycie UE w Brukseli, lipiec 2007)

Przestańcie kłamać, przestańcie kłamać! (do stacji TVN, która nieopatrznie podała, że warszawska manifestacja PO była liczniejsza niż PiS, październik 2006)

Dla wszystkich, którzy śledzili kampanię, jest oczywiste, że prezydent był obrażany. (w odpowiedzi na pytanie, czy Prezydent obraził się na wynik wyborów parlamentarnych, październik 2006)

Prezydent nie chciał występować zaraz po wyborach, aby nie było to odebrane w jakikolwiek sposób negatywny, bo chciał poczekać, aż uspokoją się emocje. (w kilka dni później, październik 2006)

Pan jest dziobakiem polskiej sceny politycznej. Pan ciągle dziobie (notabene, dziobaki nie dziobią, wombaty wiedzą to na pewno – pw). Żeby panu ten dziób nie odpadł. (do Niesiołowskiego, po jego porównaniu prezesa PiS do Breżniewa, grudzień 2007)

Jeśli to jest kultura polityczna, jeśli to jest jakakolwiek kultura, to ja jestem małą dziewczynką. (o prośbie Sikorskiego o przesunięcie spotkania z Prezydentem, listopad 2007)

Explore posts in the same categories: PiS, Prezydent

Tags: , , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

One Comment on “Hiperrzecznik”


  1. [...] Nie chciałbym być zrozumianym źle – do Traktatu i Karty Praw Podstawowych można się w pewnych obszarach przyczepić (typowy przykład to delegacja dla Rady UE do zmiany zapisów raz przyjętego dokumentu rozporządzeniem), i merytoryczna dyskusja, mająca na celu naświetlić jego zalety, ale i słabości, powinna się toczyć. Rzecz w tym, że tak naprawdę nikt nie jest zainteresowany edukacją społeczeństwa w tej sferze, a wolta Jarosława Kaczyńskiego ośmieszyła racjonalnych eurosceptyków, którzy mogliby chcieć włączyć się do debaty. Swoje trzy grosze dołożył Prezydent – po spocie z Niemcami dybiącymi na Ziemie Odzyskane czy nieszczęsnym małżeństwie irlandzko-amerykańskiego aktywisty ruchu gejowskiego Brendana Faya na tle nikt nie będzie chciał o Traktacie rozmawiać poważnie. Bracia Kaczyńscy swoją kompletnie niepotrzebną, szkodliwą kampanią całkowicie skompromitowali merytoryczną dyskusję. Rzecz bowiem nie w treści, a w stylu akcji – forma tzw. orędzia była dla mnie kompletnie nie do przyjęcia, była obrzydliwie łopatologicznym zabiegiem przestraszenia wyborcy, a więc otwartego zastosowania techniki, z którą PiS radzi sobie najlepiej. [...]


Comment: