Trudne życie lewicowego wyborcy
Przeczytałem w weekend słynny już Raport Reykowskiego na temat perspektyw polskiej lewicy, i z przykrością muszę powiedzieć, że dokumentem programowym Nowej Lewicy stać się on nie może, a jego zbyt poważne potraktowanie grozi dalszą marginalizacją całej formacji. Raport przypomina mi teksty publikowane na portalu sciaga.pl (szczególnie polecam aneks) i niezwykle starannie unika kontrowersyjnych postulatów. Jest tam coś miłego dla każdego, a zakres dydaktycznych wskazówek może wpędzić liderów LiD w schizofrenię.
Zaburzenia schizoidalne można zresztą zdiagnozować np. na podstawie wypowiedzi Wojciecha Olejniczaka na Radzie Krajowej SLD, który zapowiada, że partia wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom młodszych wyborców – m.in. w tym celu ma poszerzyć współpracę ze związkami zawodowymi… Naturalnie, młodzi wyborcy marzą o silnych związkach zawodowych… Oczywiście, jest to nieporozumienie – abstrahując od niezdrowo silnej pozycji związków zawodowych w Polsce, rolą tych struktur jest ochrona interesów ich członków, a więc już zatrudnionych, co zazwyczaj jest sprzeczne z interesami młodych ludzi poszukujących pracy lub wchodzących dopiero w życie zawodowe. Jest to sprzeczność, której pogodzić się nie da.
Wracam do Raportu. Prof. Janusz Reykowski zgodził się firmować dokument swoim nazwiskiem i został jego redaktorem, jednak wśród jego autorów znajdują się są także Jerzy Wiatr, Krzysztof Janik, Lech Nikolski, Andrzej Celiński, KTT czy Robert Walenciak. Zgoda, są to ludzie inteligentni, ale trudno się spodziewać, aby ich przemyślenia wniosły ożywczy powiew do programu lewicy… Czytamy zatem w Raporcie postulaty priorytetów programowych:
- Określenie sposobów demontażu państwa policyjnego, które doprowadzą do lepszych gwarancji praw i wolności jednostki, a zarazem do większego poziomu bezpieczeństwa i skuteczniejszej walki z patologiami.
- Tworzenie warunków dla przyspieszenia cywilizacyjnego postępu i modernizacji kraju,
- Rozwinięcie programu zwalczania ubóstwa i różnych form upośledzenia społecznego tworząc warunki dla masowego kształcenia i doskonalenia zawodowego, aby w ten sposób zwiększać szanse zatrudnienia i awansu (w szczególności polepszając dostęp do wykształcenia młodzieży ze wsi i małych miast), warunki dla poprawy sytuacji kobiet w Polsce (m.in. przez upowszechnienie systemu opieki nad małymi dziećmi, oświatę seksualną i pomoc dla samotnych kobiet).
- Określenie roli sfery prywatnej i publicznej w zaspakajaniu potrzeb społecznych i pobudzaniu tendencji rozwojowych – chodzi tu przede wszystkim o takie obszary, jak ochrona zdrowia, edukacja, media elektroniczne i in.
- Zapewnienie laickości państwa i ograniczanie konfliktów na tle światopoglądowym i obyczajowym.
- Wspomaganie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.
- Stworzenie lepszych warunków dla rozwoju nauki i środowisk twórczych.
Jest to stek truizmów, które mogą uznać za swoje wszystkie siły polityczne w Polsce. Już o moich refleksjach dotyczących lewicy pisałem (Quo vadis, lewico), ale w kontekście działań – i wpadek komunikacyjnych (gdzie jest rzecznik, na Boga? Może trzeba było poprosić Konrada Ciesiołkiewicza?) – rządu Donalda Tuska można wskazać kilka pól, w których lewica powinna się twórczo odnajdywać. Wśród takich potencjalnych kierunków ja sam wskazałbym, obok rozwoju zrównoważonego, o którym pisałem, także:
- in vitro – Ewa Kopacz zupełnie niepotrzebnie uczyniła z zagadnienia problem polityczny, lewica powinna zatem temat ciągnąć, wspierając się analizami wpływu budżetowego: w końcu niepłodność obiektywnie jest chorobą społeczną.
- poparcie idei Europy sfederalizowanej w stopniu większym, niż Platforma Obywatelska,
- rozdział Kościoła od Państwa – Episkopat tradycyjnie testuje, jak daleko może się posunąć wobec prawicowego rządu. Wybrane działania rządu konsultowane są na stałej Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu i Konferencji Episkopatu Polski. Pewna toruńska rozgłośnia za pośrednictwem swoich sympatyków w Episkopacie wciąż ma znaczną siłę oddziaływania. Tymczasem Polacy, zirytowani przenikaniem się sfery polityki i religii, coraz powszechniej dokonują aktów apostazji (polecam tekst w Polityce).
Notabene, rozmawiałem na ten ostatni temat z przyjacielem, człowiekiem bliskim otwartemu Kościołowi Katolickiemu. Był on zdania, że dla samego Kościoła polskiego dobre byłoby rozwiązanie pokrewne francuskiemu – a zatem choćby i 1/4 zdeklarowanych katolików, ale za to ludzi świadomych zasad wyznawanej wiary. Polecam tę refleksję wszystkim, którzy powołują się na argument oparty na założeniu 95% wierzących.
Nie odcinałbym lewicy od środowiska Sławomira Sierakowskiego i spółki, jednak ludzie ci nie mogą stanowić o politycznym zapleczu partii. Przypominają mi oni wielce lewicowe ruchy zachodnie z 1968 r., przy czym koncentrują się wyłącznie na akademickich rozważaniach, historiozoficznej interpretacji modelu lewicy w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości społeczno-politycznej. To raczej kawiarniani politykierzy pozbawieni aspiracji, aby swoje poglądy wdrażać w praktyce – nie stanowią właściwej bazy dla tzw. Nowej Lewicy, ale mogliby odegrać pożyteczną rolę w procesie ucierania się nowego modelu formacji, o który tak trudno obecnemu kierownictwu LiD.
SLD przechodzi deprymujący proces wewnętrznego rozkładu i całą szczątkową energię, jaka w formacji pozostała, zużywa na walki frakcyjne. Być może po usunięciu Olejniczaka, co wydaje się nieuniknione, część tej energii zostanie skierowana w formułowanie nowej platformy programowej, ale mam co do tego poważne wątpliwości – choćby biorąc pod uwagę wymieniony raport Reykowskiego: zarysowane mgliście kierunki są chybione, to replikacja koncepcji lewicy sprzed 20-30 lat. Przy takim samookreśleniu SLD nie ma szans w rywalizacji z PiS, który dla socjalnego elektoratu ofiar transformacji jest bardziej wiarygodny od Olejniczaka czy Napieralskiego. Kapitalnie skuteczny sposób, żeby wyprowadzić sztandar po raz kolejny…
Mimo wszystko mam nadzieję, że będzie potrafiła się odbudować – jest potrzebna jako przeciwwaga dla PO i PiS, bowiem władza zawsze prowadzi do arogancji. Ktoś prawicy musi patrzeć na ręce, a nie może być to partia pogrążona bez reszty w walkach frakcyjnych. Jaką alternatywę ma dziś wyborca o liberalnych poglądach gospodarczych i obyczajowych? Jeśli LiD – względnie SLD – się nie pozbiera, w 2011 wyborca ten zostanie w domu albo pojedzie na ryby.
Interesujący artykuł pt. “Lewica bez pomysłu” można znaleźć u Azraela. Najambitniejszym czytelnikom polecam raport Reykowskiego: Ocena wyniku wyborów i perspektywy centrolewicy
Tags: chaos, Kościół, lewica, Nowa Lewica, Olejniczak, raport Reykowskiego, walki frakcyjne
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.