Rzeczpospolita Trzecia i Pół

Odżył pomysł zmian w Konstytucji RP. Sprawę stawiał jasno już PiS - jakim rodzajem ustroju miałaby się legitymować IV RP według Braci, podpatrzyliśmy trochę w latach 2005-2007, ale ocenić skalę ich planów można dopiero na bazie projektu. Teraz głos zabrał także Donald Tusk, mówiąc, że należy uporządkować kompetencje władzy wykonawczej przynależne różnym ośrodkom, aby określić jednoznacznie odpowiedzialność organów władzy publicznej.

Zasadniczo zgadzam się, że warto byłoby ocenić 10 lat funkcjonowania ustawy zasadniczej. Nie wszystkie jej zapisy obecnie odpowiadają współczesnym realiom - niewątpliwie można do takich zapisów zaliczyć umocowanie konstytucyjne KRRiTV, czy też nie do końca jasne przepisy dotyczące równego dostępu do ochrony zdrowia dla wszystkich obywateli. Dzisiaj (28.02) rano słyszałem o 7:30 w Tok FM rozmowę z Markiem Safjanem, który kwestionował także zakres prezydenckiego veta, postulując zarazem, aby zlikwidować je całkowicie, pozostawiając - i tak dające Prezydentowi silną pozycję - uprawnienie do kierowania ustaw do Trybunału Konstytucyjnego. Prof. Safjan powołał się przy tym na słynne veto Aleksandra Kwaśniewskiego wobec ustaw podatkowych w 1999 r., które postawiło na głowie plany gospodarcze rządu AWS-UW. Trudno mi recenzować byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, ale wydaje mi się, że taki krok byłby kolosalnym ograniczeniem uprawnień Prezydenta i silnym przesunięciem środka ciężkości władzy ustawodawczej w kierunku premiera. Może natomiast do grupy ustaw, których Prezydent nie jest uprawniony wetować, obok ustawy budżetowej zaliczyć także ustawy podatkowe?

Aleksander Kwaśniewski na początku bieżącej dekady uspokajał dążenia różnych środowisk do zmiany Konstytucji argumentem, aby pozwolić jej na funkcjonowanie przez 10 lat od wejścia w życie, i dopiero wówczas oceniać potrzeby zmian. Zgadzałem się z nim wówczas, i zgadzam się teraz, że po upływie tego okresu nadszedł czas na powołanie komisji (tylko nie w trybie nadzwyczajnej komisji sejmowej!), która działanie ustawy zasadniczej powinna ocenić. Będzie niezwykle trudno uniknąć partykularnej gry politycznej wokół takiego ciała, dlatego nie powinno wyznaczać się horyzontu czasowego jego działania - być może potrzebny będzie rok lub dwa ucierania się stanowisk, aby dojść do porozumienia. Uważam jednak, że potrzeba debaty konstytucyjnej dojrzewa.

Jestem natomiast jednoznacznie przeciwny takim zmianom ustawy zasadniczej, które zmieniłyby w sposób radykalny polski ustrój polityczny. 21 lutego w Tok FM minister Rafał Grupiński mówił:

Naszym zdaniem, debata konstytucyjna jest bardzo potrzebna dlatego, że jesteśmy po trzech miesiącach doświadczeń, jak źle może wyglądać współpraca między głównymi ośrodkami władzy w państwie. I z perspektywy trzech miesięcy można to bagatelizować. Natomiast jeśli ta współpraca miałaby tak przez trzy lata wyglądać, to wydaje się, że koszty dla państwa będą naprawdę spore. Powiedzmy sobie, że my te koszty musimy ponosić. Natomiast jest pytanie, czy nie chcemy przeprowadzić debaty co do pewnego udoskonalenia tych relacji na poziomie konstytucyjnym pomiędzy głównymi urzędami w państwie, tak żeby, nie my za pięć lat czy sześć, ale żeby Polska za dwadzieścia lat była państwem bardziej stabilnym, jeśli chodzi o funkcjonowanie jej głównych organów. I które w sytuacji na przykład kryzysu zewnętrznego pozwoli na prawdziwą współpracę tym, którzy pierwotnie prowadzili na przykład wojnę polityczną w jakiejś kampanii wyborczej. Bo wydaje się, że Polska jest państwem, które w wielu miejscach zostało skonstruowane na czas wiecznego spokoju i społecznego i zewnętrznego. A to jest fałszywy punkt wyjścia i myśmy tego doświadczyli w trakcie strajku celników na wschodniej granicy. Że okazało się, że kwestia bezpieczeństwa państwa, pewnych przepisów ustawienia współpracy struktur państwowych jest bardzo niedoskonała.

Oczywiście, że [państwo - pw] można poprawiać na wiele sposobów, dlatego pan premier Tusk nie przesądza, czy bardziej kanclerski system czy pewne uwyraźnienie i oddzielenie prerogatyw prezydenta, co nie znaczy jakiegoś wielkiego wzmacniania jego roli, ale pewnego rodzaju oddzielenie tych kompetencji jest właściwe. Dlatego nie jest to przesądzone, tylko jest to wezwanie do debaty tych, którzy chcieliby się w tej kwestii się wypowiadać.

Przyznam, że nie bardzo rozumiem argument: “Jesteśmy po trzech miesiącach doświadczeń, jak źle może wyglądać współpraca między głównymi ośrodkami władzy w państwie. Jeśli ta współpraca miałaby tak przez trzy lata wyglądać, to koszty dla państwa będą spore”. Nie po raz pierwszy Polska doświadcza kohabitacji pomiędzy Prezydentem i rządem wywodzącymi się z różnych obozów politycznych - w gruncie rzeczy różnice ideologiczne pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim a Marianem Krzaklewskim były w mojej ocenie daleko większe, niż między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem. Oczywiście, prezydent poprzedni, przy wszystkich swoich niewątpliwych wadach, był politykiem znacznie większego formatu, niż prezydent obecny. Obecna płaszczyzna konfliktu, jak się wydaje, wynika raczej z dziewiętnastowiecznego modelu postrzegania celów i metod polityki przez Kaczyńskich, a także osobistej nietajonej niechęci pomiędzy partnerami, niż z gruntownych różnic światopoglądowych PiS i PO. Tym niemniej nie da się lekceważyć prezydenta wybranego w powszechnych wyborach przez większość głosującego elektoratu, nawet jeśli oceniamy go jako prezydenta dramatycznie złego.

Rząd nie ma alternatywy - musi z Prezydentem rozmawiać. Jeżeli współpraca wygląda źle, to jest to wina obu stron konfliktu. Nie oznacza to, że rozkłada się ona po równo, być może jest to raczej 80:20 ze wskazaniem na realizującego wytyczne Jarosława Kaczyńskiego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego, jednak niewątpliwie swój wkład w sytuację ma także Donald Tusk wraz ze swoimi prezydenckimi aspiracjami.

W wypowiedziach Tuska i Grupińskiego dopatruję się pokusy wykorzystania Konstytucji do rozwiązywania doraźnych problemów komunikacyjnych. Nie mam wątpliwości, że to zła droga. Polska ustawa zasadnicza wprowadza mechanizm wzajemnej kontroli Prezydenta i Prezesa Rady Ministrów, którzy zmuszeni są do współpracy. Uważam, że nie tylko współpraca taka - także wymuszona - jest korzystnym elementem wypracowywania tolerowanej przez liczące się stronnictwa legislacji (niezależnie od tego, jak źle ten system działa), ale także jest to rozwiązanie akceptowalne przez społeczeństwo. Można dyskutować o doprecyzowaniu uprawnień ośrodków władzy wykonawczej, ale zasada jej podziału w moim odczuciu powinna zostać zachowana. Inne rozwiązanie oznaczałoby zmianę numeracji Rzeczypospolitej, tym razem już w zgodzie z literą prawa.

wykop.pl

Explore posts in the same categories: państwo

Tags: , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Comment: