Kocioł bałkański aktywny bardziej niż kiedykolwiek
17 lutego na mapie Bałkanów pojawiło się małe, biedne państewko, które już zdążyło spowodować międzynarodowe zamieszanie i obnażyło słabość Unii Europejskiej w zakresie możliwości wypracowania wspólnego stanowiska. Można oczekiwać, że to dopiero początek problemów z Kosowem, które ma wszelkie szanse stać się rozsadnikiem separatyzmu i zorganizowanej przestępczości w Europie.
90% z dwumilionowej populacji Kosowa stanowi ludność albańska. Nie zawsze tak było – obecny stan rzeczy jest efektem drugiej wojny światowej i migracji jaka następowała po niej w Jugosławii Tity. Kosowo stopniowo stawało się najbardziej zaniedbanym i niedoinwestowanym skrawkiem Federacji – w stopniu większym, niż Czarnogóra. Serbowie wyjeżdżali do regionów, gdzie mieli większe szanse zrealizować swoje aspiracje, niemniej do dzisiaj Kosowo jest dla nich kategorią szczególną w kontekście świadomości narodowej. Więź ta istnieje od 1389 r., gdy wojska tureckie w Bitwie na Kosowym Polu zadały miażdżącą klęskę siłom serbsko-bośniackim, kończąc de facto okres suwerenności Serbii na przeszło 500 lat. Królestwo serbskie rozpadło się wówczas na kilka słabych księstewek, które stały się dla Imperium Otomańskiego źródłem trybutu i najemników, a w połowie XV w. całkowicie straciły niezależność. Warto podkreślić, że w XV w. z uwagi na zasoby naturalne, Kosowo było najbogatszym regionem Despotatu Serbskiego. Bitwa na Kosowym Polu – choć zakończona diametralnie odmiennym wynikiem – jest dla Serbów tym, czym dla nas Grunwald: źródłem narodowej legendy, kojarzącym się w dodatku z martyrologią. Poniekąd trudno się dziwić, że Serbowie, pamiętający z jednej strony złote lata Tity, a z drugiej kolejne militarne i polityczne klęski wojen bałkańskich, gdy Jugosławia rozpadała się na części, zareagowali na ogłoszenie przez Kosowo niepodległości eskalacją postaw nacjonalistycznych.
8 marca umiarkowanie nacjonalistyczny, prozachodni premier Vojislav Kostunica zdecydował się podać serbski rząd do dymisji i rozpisać przedterminowe wybory. Od 2004 r. stał na czele niepewnej koalicji tworzonej przez blok demokratyczny, kontestowanej przez największą partię w parlamencie – nacjonalistyczną Serbską Partię Radykalną, wyrastającą z tradycji Slobodana Milosevicia. Stopniowo tracił grunt pod nogami, w miarę, jak USA i Unia Europejska wspierały dążenia Kosowa do niepodległości – Kostunica wyczuwając nastroje społeczeństwa zaostrzał w tym samym czasie kurs wobec Zachodu, czego wyrazem jest np. postępująca ekspansja rosyjskiego biznesu w Serbii: w styczniu Belgrad zgodził się na sprzedaż Gazpromowi narodowego koncernu energetycznego NIS. Rosjanie są tradycyjnie uważani przez Serbów za sojuszników, więc firma została sprzedana pomimo zainteresowania np. austriackiego ÖMV (kapitał austriacki w Serbii jest widziany podobnie jak rosyjski w Polsce, z podobnych zresztą względów), który był skłonny zaoferować większą kwotę.
Nie mam wątpliwości, że w świetle reakcji światowych na wydarzenia w Kosowie, przedterminowe wybory w Serbii przyniosą zwycięstwo nacjonalistom, którzy zatrzymają zasadniczo proeuropejski kurs polityki państwa i zwrócą się ku mateczce Rosji. Biorąc pod uwagę wcześniejsze decyzje Gerharda Schödera, którego udziału w projekcie Nordstream nie nazwę wprost zdradą interesów Europy tylko dlatego, że określenie takie zarezerwowane jest dla niższych stanowisk (sądzę, że dołączył tym samym do takich polityków jak Philippe Pétain), a także niedawną deklarację zaangażowania Węgier w projekt South Stream (przekreślającą de facto europejski projekt Nabucco), niepodległość Kosowa stanowi kolejny krok ku odzyskaniu wpływów Moskwy w Europie Środkowej.
Niepodległość Kosowa uznało dotąd 27 krajów świata. Unia Europejska jest podzielona według klucza własnych problemów wewnętrznych – odmówiły uznania nowego podmiotu m.in. Cypr (który obawia się secesji tureckiej republiki Północnego Cypru), Grecja (która oponowała już przeciwko niepodległości Macedonii), Hiszpania (problemy z aspiracjami narodowymi Basków i Katalończyków) czy Rumunia (z liczną mniejszością węgierską i romską). Według podobnego klucza podzielił się cały świat – oczywistym od samego początku było, że Kosowa nie uzna Rosja, Gruzja (ze względu na Abchazję i Południową Osetię), Azerbejdżan (Górny Karabach), Indonezja (ruchy separatystyczne podobne do tego w Aceh), Mołdawia (w obawie przed jednostronną deklaracją niepodległości Naddniestrza), Maroko (nieuregulowany status Sahary Zachodniej), Chiny (unikalny niedopowiedziany status Tajwanu) czy Irak (faktycznie niezależne państwo kurdyjskie na północy). Kosowo nie ma szans na członkostwo w ONZ ze względu na kategoryczny sprzeciw Rosji i Chin, stałych członków Rady Bezpieczeństwa, Unia Europejska pozostawiła decyzję swoim członkom, podobnie jak Organizacja Konferencji Islamskiej (przy dyskretnym wskazaniu poparcia dla zdominowanej przez sunnitów populacji Kosowa).
Stany Zjednoczone stały się poniekąd akuszerem Kosowa i jednym z pierwszych państw, które uznały jego niepodległość – jako “najmniej złe z możliwych rozwiązań”. W decyzji niewątpliwie gra rolę fakt, że Kosowarzy łączą dwie niezwykle rzadkie poza Afryką Subsaharyjską postawy: są zarazem muzułmanami i społeczeństwem silnie proamerykańskim, ze względu na rolę Stanów Zjednoczonych w wojnach bałkańskich. Obawiam się, czy administracja George’a Busha właściwie oceniła konsekwencje swoich działań: obok rosnącej roli Rosji na Bałkanach, niepodległość Kosowa rozbudzi nie tylko wspólną tożsamość narodową Albańczyków (3,7 mln w Albanii, 500 tys. w Macedonii, 200 tys. w Grecji, duża diaspora we Włoszech), ale i aktywność zorganizowanych grup przestępczych, znanych z Włoch. Za ważny precedens kosowską deklarację niepodległości uznali m.in. przedstawiciele Frontu Polisario, Naddniestrza, Tamilskich Tygrysów, Południowej Osetii i Górnego Karabachu. Ziarno huraganu zostało posiane.
Polska uznała niepodległość Kosowa, pomimo wielu sceptycznych głosów – m.in. Władysława Bartoszewskiego. Być może przedwcześnie. Być może należało iść drogą Holandii, która zapowiedziała, że przed podjęciem decyzji zamierza przyjrzeć się konstytucji nowego państwa i przestrzeganiu przez władze kosowskie praw mniejszości narodowych – bowiem dzisiaj, odwrotnie niż w latach 90., to Serbowie są narażeni na represje. Wydaje mi się, że rząd Donalda Tuska pospieszył się z decyzją – w tym jednym, jedynym przypadku trzeba było postępować zgodnie z propozycją Prezydenta.
Nie kwestionując zasady mówiącej o prawie narodów do samostanowienia, zastanawiam się dlaczego państwa cywilizacji zachodniej tak ochoczo poparły powstanie państwa opartego na zasadzie nacjonalizmu pomimo teoretycznych rozważań o kresie państwa narodowego i pojawieniu się integracyjnych ruchów postnacjonalistycznych, do jakich należy Unia Europejska. Nie opowiadam się bynajmniej po stronie Serbii – Belgrad dostał dokładnie to, na co sobie w rzeczy samej zasłużył pod rządami Milosevicia. Mam jedynie wątpliwości, czy rozwiązanie problemu Kosowa jakie zaistniało jako fakt polityczny 17 lutego, było najlepszym z możliwych, i czy nie okaże się gorsze, niż sytuacja wyjściowa. Mam złe przeczucia.
O Kosowie z punktu widzenia irlandzkiego Amerykanina z doświadczeniem w Europie Środkowo-Wschodniej: Kosovo, this and that.
Tags: Albania, konflikt etniczny, Kosowo, nacjonalizm, niepodległość, Rosja, rząd, samostanowienie, separatyzm, UE, USA, wojna domowa
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.