Dwutlenek węgla - tabu XXI w.
Dwutlenek węgla stał się na przełomie wieków synonimem zła absolutnego. Obserwując konflikt wokół limitów emisji CO2 pomiędzy Brukselą a Warszawą, tudzież aktywistów Greenpeace na kominach elektrowni Bełchatów zaczynam się poważnie zastanawiać, do jakiego momentu racjonalne jest wymuszone ograniczanie emisji CO2 i jak daleko może sięgnąć hipokryzja.
Poczucie nierzeczywistości zaczęło się od Ala Gore’a i pokojowej Nagrody Nobla za The Inconvenient Truth, który to film parę miesięcy wcześniej zdobył Oscara. Poczułem się zażenowany, bo choć na przestrzeni lat wielokrotnie miałem zastrzeżenia do decyzji Komitetu Noblowskiego, nigdy wcześniej Nagroda nie została przyznana za osiągnięcie na polu kinematografii, a w szczególności za propagandę stylizowaną na dokument. Może należy wręczyć Nobla z dziedziny medycyny Morganowi Spurlockowi za Super Size Me?
W ubiegłym roku, w marcu, wybuchła afera wokół przyznanych Polsce przez Komisję Europejską limitów emisji dwutlenku węgla na lata 2008-2012. Minister Szyszko wnioskował o 284 mln ton rocznie, tymczasem przyznano nam 208,5 mln ton. Abstrahując od umiejętności negocjacyjnych przedstawicieli PiS, co do których mam poważne wątpliwości, redukcja o tej skali uderzy w niedoinwestowany sektor energetyczny i skłoni go do podniesienia cen energii (których nawet URE nie miałaby podstaw zakwestionować w obliczu zaistniałej sytuacji), a to z kolei przełoży się na wzrost kosztów i spadek rentowności zakładów przemysłowych, a także na cenę elektryczności u odbiorców indywidualnych. Oczywiście, jak powiedział pewien przedstawiciel branży cementowej, energetyka połknie choćby i cały limit (w planie ok. 50% przydziału) i nie podziękuje słowem, ale warto wskazać, że w perspektywie jakichś 5 lat grożą nam trwałe niedobory energii, o ile sektor nie podejmie większych inwestycji.
Nie chciałbym być zrozumiany źle - nie jestem przeciwny zaostrzaniu przepisów w zakresie ochrony środowiska. Zgadzam się, że należy stymulować postęp technologiczny w kontekście zrównoważonego rozwoju, w tym ograniczania emisji czy ochrony zasobów wodnych, ale nie można wylewać dziecka z kąpielą. Wszelkie podejmowane w tym kierunku działania legislacyjne powinny mieć na celu zachęcanie przedsiębiorców do adaptowania ekologicznych, bardziej efektywnych i energooszczednych technologii, a nie do rozłożenia biznesu na łopatki - a zatem przedstawienie 20-letniej ścieżki redukcji emisji CO2 o założony wskaźnik będzie działaniem proinnowacyjnym. Obcięcie o 25% limitów w horyzoncie 2 lat takim nie jest, bo nawet w dobrej wierze przedsiębiorca nie jest w stanie w takim okresie wdrożyc odpowiedniego programu inwestycyjnego. Gdy zatem Komisarz UE ds. Ochrony Środowiska mówi oficjalnie, że redukcja limitu do 208,5 mln t jest dla Polski korzystna bo stymuluje innowacyjność, mam powody przypuszczać, że przekroczył barierę dzielącą rzeczywistość od myślenia życzeniowego.
Mowiąc szczerze, mam w ogóle poważne wątpliwości co do zalożenia, że dwutlenek węgla jest zanieczyszczeniem. Nie jest gazem toksycznym, a naturalnym składnikiem ziemskiej atmosfery, kluczowym czynnikiem fotosyntezy. Próbki atmosfery pozyskiwane ze skał osadowych dowodzą, że na przestrzeni okresów geologicznych skład powietrza - w tym poziom CO2 - podlegał znacznym wahaniom. Emisja gazu przez przemysł czy środki transportu niewątpliwie przyczynia się do wzrostu jego stężenia, ale czy rzeczywiście wpływa to w sposób istotny statystycznie na poziom temperatury na Ziemi? Faktycznie, rozpatrując dane z ostatnich 50 lat można wnioskować o korelacji rosnącej emisji dwutlenku węgla przez przemysł i średniej temperatury na Ziemi, ale dane za ostatnie tysiąclecie taką relację mocno zacierają. Krótko mówiąc, mam wątpliwości, żeby nawet najbardziej ambitny projekt ograniczania emisji CO2 wpłynął znacząco na proces globalnych zmian klimatycznych.
Nie znaczy to, oczywiście, że jestem przeciwnikiem redukcji emisji dwutlenku węgla - chciałbym tylko, aby można było o takich przedsięwzięciach rozmawiać w kategoriach ekonomicznych, a nie ideologicznych. Za rozsądne podejście uważam np. dyskusję o narzuceniu specjalnego podatku na samochody przekraczające ustalony limit emisji CO2 wyrażony w g/km - pod warunkiem, że podatek ten byłby skonstruowany tak, aby stymulować innowacyjność, a nie zarżnąć branżę. Efekty dążenia przemysłu samochodowego do optymalizacji efektywności energetycznej widać na pierwszy rzut oka: konstruktorzy wyciskają z niewielkich silników (1.4-1.6 l) coraz większą moc przy jednoczesnej redukcji zużycia paliwa. Transport samochodowy generuje ok. 12% globalnej emisji dwutlenku węgla i przy lawinowo rosnącej sprzedaży na rynkach wschodzących (Chiny!) z jednej strony, oraz inicjatywach takich jak supertani hinduski Tata Nano, będzie się miał w tej puli coraz większy udział.
Polska w 2006 r. wyemitowała 210 mln t dwutlenku węgla, w 1999 r. - 330 mln t , a w momencie rozpoczęcia transformacji ustrojowej - ok. 0,5 mld ton rocznie. W tej sytuacji należałoby jedynie zapytać, jaki inny kraj świata może pochwalić się takim wynikiem. Interesujące dane podaje też The Economist z 15 marca - w Polsce w latach 1996-2005 udział przychodów z podatków i opłat ekologicznych w całkowitej strukturze przychodów podatkowych wzrósł o 1,52 punktu procentowego; w tym samym czasie w Danii wzrósł o 0,41 pp, w Holandii - o 0,75 pp, w Niemczech - o 0,93 pp, ale w Wielkiej Brytanii spadł o 1,68 pp, w Hiszpanii o 1,11 pp, a we Francji o 0,64 pp. Obciążenia fiskalne z tego tytułu w Polsce są już większe, niż w Hiszpanii, Francji, Kanadzie czy USA. Może nie jesteśmy jednak czarnym ludem Europy? Nie dajmy sobie robić wody z mózgu organizacjom ekologicznym - rozmawiajmy w kategoriach rozwoju zrównoważonego.
Tags: CO2, dwutlenek węgla, ekologia, energetyka, limity, podatek ekologiczny, rozwój zrównoważony, UE, zmiany klimatyczne, środowisko
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
kwiecień 3, 2008 at 10:03 przed południem
Jeśli chodzi o energetykę to z wielu względów dobrym rozwiązaniem byłaby elektrownia atomowa. Praktycznie zero zanieczyszczeń (w porównaniu z tradycyjną), brak emisji CO2 (tu nie chcę wchodzić w to czy i jak bardzo jest ona szkodliwa, zgódźmy się na razie że ze względu na limity na pewno jest szkodliwa dla naszych kieszeni). No i nie zużywa węgla.
Niestety wygląda na to że w naszej świadomości społecznej nadal krąży widmo Czernobyla
kwiecień 3, 2008 at 12:23 pm
Zgoda z przedmówcą. Jest jeden problem - nie ma w Polsce ludzi przeszkolonych do budowy i obsługiwania elektrowni atomowej, bo po Żarnowcu nie było na nich zapotrzebowania. Są oczywiście ludzie, którzy byli przygotowani wówczas, zgodnie z radziecką technologią, ale są o 20 lat starsi, i musieliby dokształcić się w zakresie rozwiązań oferowanych np. przez Arevę. Sarkozy byłby szczęśliwy mogąc sprzedać nam parę reaktorów.
Jestem zwolennikiem energetyki jądrowej, ale głęboko wątpię, aby jakakolwiek elektrownia atomowa powstała nad Wisłą przed 2030 r.