Sierakowski Rokitą lewicy
Wysłuchałem w tym tygodniu dwóch wywiadów - Jana Rokity i Sławomira Sierakowskiego. Zaskoczyło mnie, jak podobne nuty wybrzmiały w głosie tych dwóch polityków, których pozornie różni niemal wszystko - od generacji po profil ideowy. Wspólnymi dla nich cechami wydają się być charyzma, temperament, całkowite poświęcenie dla życia publicznego, inklinacja do intelektualnego elitaryzmu i kilka pokrewnych. To podobieństwo staje się szczególnie wyraziste biorąc pod uwagę rolę, jaką Sierakowski odegrał w rozwodzie Lewicy i Demokratów.
Sławomir Sierakowski już jest jedną z najbardziej znanych twarzy lewicy w Polsce, i to pomimo swojego młodego wieku - urodził się w 1979 r. W tym kontekście nie można nie poczuć uznania dla jego dorobku - jest autorem paru publikacji z dziedziny politologii, twórcą środowiska Krytyki politycznej i redaktorem tego czasopisma, cieszy się też opinią jednego z czołowych ideologów lewicy.

W poniedziałek wieczorem słuchałem po drodze do domu wywiadu z Sierakowskim, w trakcie którego uderzyły mnie dwa wątki: arogancja młodego lidera i odwołania do XIX-wiecznej tradycji polskiej lewicy inteligenckiej. Sierakowski powiedział też, że zły wizerunek związków zawodowych w kraju związany jest z podporządkowaniem mediów kapitalistom, którzy są zarazem reklamodawcami. Tego ostatniego sposobu oddziaływania związki są pozbawione.
W żaden sposób nie kwestionuję wiedzy historycznej Sierakowskiego - sam uważam, że zrozumienie historii jest jednym z warunków sine qua non ograniczenia ilości popełnianych błędów politycznych. Mam jednak wrażenie, że poszedł on krok dalej i uznał, że historia jest kompletnym kompendium odpowiedzi na problemy współczesne. Sierakowski przyznał na przykład z satysfakcją, że Olejniczak zrywając z LiD i deklarując zwrot na lewo szedł za jego wskazówkami. W mojej ocenie krok taki może przynieść efekt tylko w jednym bardzo specyficznym przypadku: jeśli oczekujemy w niedalekiej przyszłości (np. jesienią br.) kryzysu gospodarczego. Socjalni, roszczeniowi wyborcy en masse są bowiem w Polsce wyborcami konserwatywnymi, oczekują realizacji wdrażania chrześcijańskiej doktryny społecznej. Potrzebują lidera, który ich poprowadzi z perspektywy ojcowskiej - jest takim Tadeusz Rydzyk, który oferuje proste rozwiązania trudnych problemów posługując się przystępnym językiem, jest takim Jarosław Kaczyński ze swoja nacjonalistyczna retoryka i genialną, niefalsyfikowalną koncepcja Układu, tłumaczącą wyborcom, dlaczego to właśnie inni (w domyśle, nieuczciwi) odnieśli sukces. Olejniczak, Napieralski czy Sierakowski nie mają szans rywalizować z nimi o rząd dusz nad tą grupą choćby z racji wieku - a włączenie do programu postulatów mniejszości wzbudzi tylko agresję. Dziwię się, że liderzy lewicy tego nie widzą: społeczeństwo polskie jest inne, niż np. francuskie, głęboko zakorzenione w rewolucji francuskiej – nasza tożsamość wypływa z Dziadów i Okopów Trójcy Świętej. Jest oczywiście duża grupa ludzi, których denerwuje mieszanie się Kościoła Katolickiego do polityki i brak poparcia rządu dla Karty Praw Podstawowych, ale akurat tę grupę trudno nazwać elektoratem socjalnym i postulaty zaostrzania Kodeksu Pracy czy wzmacniania związków zawodowych do takiej “nowej” lewicy będą ich zniechęcać. Mocno wątpię, czy da się mierzyć jednocześnie w te dwie grupy.
Jeśli Sierakowski odcina się ostro od Michnika, to nie wiem, do jakiej tradycji inteligencji lewicowej chce nawiązywać, i kogo miałaby ona reprezentować. Trochę martwi mnie natomiast arogancja młodego ideologa - nie wiem, na ile to gest wystudiowany, a na ile cecha osobowości, ale Sierakowski reaguje zniecierpliwieniem na pytania dziennikarzy, które uważa za bezsensowne lub nietrafne. Umówmy się, że 85% pytań zadawanych przez współczesne nam media taka jest i nawet pan Sierakowski tego nie zmieni. Media masowe ciążą ku tabloidyzacji, czemu towarzyszy równoległy proces powstawania niszowych mediów tematycznych (głownie w internecie). Ponieważ jednak polityka budzi emocje powszechnie, zajmują się nią głównie media masowe, które dążą do maksymalnego spłycenia debaty. W ten sposób koło się zamyka. A Sławomir Sierakowski, manifestując ostentacyjnie swój elitaryzm, sympatii lewicy nie zaskarbi. Co więcej, jego zachowanie dowodzi, ze uwierzył w swoją rolę proroka nowej lewicy i doktrynę własnej nieomylności. Regularnie nie zgadzam się z Sakiewiczem, irytuje mnie narcyzm Paradowskiej, czy mesjanizm Michnika, ale sposób, w jaki Sierakowski przejechał się po nich w popołudniowej rozmowie Tok FM wydał mi się głęboko niewłaściwy. Sądzę, że prorok z definicji musi doświadczyć swoistego katharsis, aby nabrać odpowiedniego dystansu i odrobiny pokory, aby dojrzeć do swojej roli, czego Sierakowskiemu serdecznie życzę. Lidera kreują tak sukcesy, jak i porażki – a tych ostatnich jeszcze zbyt wielu, jak się zdaje, nie doznał.
Jeśli chodzi o wizerunek związków zawodowych, to - jako całość - kształtują go wybryki najbardziej radykalnych przedstawicieli; zasada ta sprawdza się nie tylko w odniesieniu do związkowców. To nie media ukształtowały mój pejoratywny wizerunek związków górniczych, tylko ich wizyta w Warszawie w 2005 r. To nie media także zadecydowały o percepcji przeze mnie związków w ochronie zdrowia, tylko mój okres pracy w tym sektorze. Polecam artykuł w Gazecie Wyborczej nt. Sierpnia ‘80 pt. Ma pan rację, panie Chavez. Bogusław Ziętek, szef związku, współtwórca lewackiej Polskiej Partii Pracy, jest zwolennikiem działań radykalnych:
Mówi się, że chcemy wieszać kapitalistów, a to nieprawda. My ich tylko chcemy obedrzeć ze skóry.
I jeszcze z listu Ziętka do Hugo Chaveza:
Słusznie twierdzi Pan, że » w ramach modelu kapitalistycznego nie można rozwiązać niezwykle poważnych problemów społeczeństwa: ubóstwa, nędzy i wykluczenia «. Nie można ich rozwiązać ani w Wenezueli, ani w Polsce, ani w innej części świata. Polska Partia Pracy, która wywodzi się z autentycznego ruchu związkowego, popiera również Pański nacisk na to, że jedynym możliwym rozwiązaniem problemów naszych i wszystkich pozostałych społeczeństw może być tylko » socjalizm XXI wieku «
Czy to takie związki postrzega Sławomir Sierakowski jako partnera SLD? Jeśli tak, to jest to powrót do przeszłości. Głosowałem na centrolewicę w 1997, 2001 i 2005 r., ale na takie SLD głosu nie oddam.
Churchill mawiał, że polityk różni się od męża stanu tym, że ten pierwszy myśli o następnych wyborach, a ten ostatni o następnych pokoleniach. Kłopot w tym, że aby zostać mężem stanu, uprzednio należy osiągnąć sukces jako polityk. W krótkim okresie nie wróżę Sierakowskiemu sukcesu, ale oceniam, że w długim ma po temu wszelkie predyspozycje - jest na początku swojej długiej drogi, którą może podążać 30-40 lat. Na razie przypomina mi postać Jana Rokity, ze wszystkimi tego konsekwencjami, tak pozytywnymi, jak i negatywnymi.
Tags: arogancja, elitaryzm, ideologia, kryzys, lewica, media, politologia, radykalizm, Sierakowski, SLD, związki zawodowe
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.